W szkole zawsze byłam średniakiem

przez Eliza Wydrych

Tak, byłam średniakiem. Chyba tylko raz miałam czerwony pasek i do dziś nie bardzo wiem jak to się stało. Nigdy wcześniej, ani później czerwonego koloru na moim świadectwie nie było. Rodzice nie robili mi z tego powodu wyrzutów, nie zapisywali mnie na szereg zajęć dodatkowych, nie odrabiali ze mną lekcji i nie cisnęli mnie. Brak czerwonego paska NIGDY nie był problemem czy tematem dyskusji w naszym domu. Rodzice umożliwili mi za to realizowanie moich pasji i za to jestem ogromnie wdzięczna.

Wiecie, trzeba mieć w sobie naprawdę ogromną mądrość by nie oczekiwać od dziecka czerwonego paska na świadectwie. Zwłaszcza w dzisiejszym świecie, gdzie dziecko ma być wizytówką rodziców. Gdzie ten cholerny czerwony pasek jest wręcz wymagany. Rodzice pragną go dla swoich dzieci (a może pragną go dla siebie?), to w ich mniemaniu zapewni dzieciom świetlaną przyszłość. Pasek to według nich oznaka, że dziecko jest wartościowe, inteligentne, coś w życiu osiągnie. To powód do dumy! Rodzice wywierają więc presję, a dzieci próbują tym oczekiwaniom sprostać. Chore i krzywdzące.

Czerwony pasek nic nie gwarantuje, a brak czerwonego paska nie oznacza, że dziecko jest mniej inteligentne, mniej wartościowe i mniej (wpisz cokolwiek).

W podstawówce dostawałam trójki i czwórki przez co na moim świadectwie nie było czerwonego paska. Nie martwiło mnie to wcale, moją głowę zajmowało coś innego. Znalazłam pasję. Nauczycielka muzyki odkryła, że mam całkiem niezłą barwę głosu i dobry muzyczny słuch. Jeździłam więc na różne przeglądy, konkursy i festiwale dumnie reprezentując moją szkołę i miasto. Mama umożliwiła mi rozwijanie tej pasji. Byłam dobra, zdobywałam nagrody. To była wspaniała przygoda.


W gimnazjum też byłam średniakiem, dostawałam dwóje, trójki i czwórki. Już wtedy pałałam nienawiścią do przedmiotów ścisłych. Uwielbiałam za to język polski i historię. Historia naprawdę mnie wtedy pasjonowała. Z polaka z dyktand zawsze miałam dwóje, ale uwielbiałam pisać wypracowania i interpretować te wszystkie wiersze. Kiedy mówiłam mamie, że mam problem z przedmiotami ścisłymi poradziła bym skupiła się na tych przedmiotach, które naprawdę lubię. Przedmioty ścisłe miałam traktować po macoszemu. Mama mówiła też, bym się nie martwiła jeśli będę miała tróje, czy nawet dwóje na świadectwie. Boże jakie to było wspaniałe. Totalnie zdjęła wtedy ze mnie obowiązek dostawania dobrych ocen ze wszystkich przedmiotów. Bo już wtedy obserwowałam wśród moich koleżanek i kolegów gonitwę po czerwony pasek. Wiecie, kiedy wszyscy wokół wariują, a nauczyciele uwielbiają uczniów, którzy zawsze są świetnie przygotowani to powstaje swego rodzaju presja. Mama ją ze mnie zdjęła.

W liceum oczywiście też byłam średniakiem. Zdobywanie piątek czy posiadanie czerwonego paska nigdy nie było dla mnie ważne. Nigdy nie uczyłam się dla ocen i nie miałam ciśnienia by być dobra we wszystkim. Nie prosiłam nauczycieli o zadania dodatkowe, które miały podwyższyć moją końcową ocenę. Nie wypruwałam sobie żył by dobić do średniej 4,75. Nikt nigdy z tego powodu nie robił mi wyrzutów. No prócz niektórych nauczycieli, którzy próbowali mnie przekonać, że powinnam się bardziej postarać, bo oni widzą potencjał, że gdybym się bardziej przyłożyła, mogłabym mieć lepsze stopnie. I ja naprawdę zadawałam sobie pytanie „po co?”. Nie widziałam w zdobywaniu lepszych ocen wielkiego sensu.

Podsumowując. Cieszę się, że zostałam wychowana w ten sposób. Jestem wdzięczna, że w domu nikt nie wymagał od nas wybitnych ocen i świadectwa z paskiem. Nie było wygórowanych oczekiwań. Mogłam być sobą, nikomu nic nie musiałam udowadniać. Byłam wolna, obserwowałam, szukałam swojej pasji i byłam otwarta na nowe.

Byłam kochana nie za coś, a mimo wszystko. Na miłość nie musiałam zasłużyć. Wiedziałam, żee oceny nie świadczą o mojej wartości, nie definiują mnie. To była lekcja życia, która mnie ukształtowała.

Jak bardzo współczuje tym wszystkim dzieciom, od których rodzice oczekują dobrych ocen i paska na świadectwie. Współczuje dzieciom, które po szkole maja szereg zadań dodatkowych, na które wcale nie chcą uczęszczać. Szkoda mi dzieci, które na miłość muszą zasłużyć i przez które rodzice realizują swoje niespełnione marzenia i cele. To przekleństwo wychowywać się w takim domu. Obyśmy nigdy takiego przekleństwa nie zaserwowali swoim dzieciom.

Jak było u Was? Wysokie oceny były wymagane? Czy czy rodzice dali Wam w tej kwestii więcej wolności?

 

ZOBACZ TAKŻE

65 komentarzy

Izikova 21 czerwca, 2019 - 12:50 am

Nikt nigdy nie zmuszał mnie do nauki, to też rzadko to robiłam. Oceny? Ha! Nauczycielka w gimnazjum odradzała mi liceum. Teraz jestem przed obroną licencjatu. Na prestiżowej (wymarzonej!) uczelni! Zdałam maturę z silną depresją… Za pierwszym razem! Można? Można! Oczywiście, moi rodzice nie kazali mi tego robić. Jedynie rodzina zabraniała mi się wycofać, skoro sama chciałam spróbować swoich sił. Dziękuję im za to!

Eliza Wydrych Strzelecka 21 czerwca, 2019 - 11:04 am

„Zdałam maturę z silną depresją… Za pierwszym razem! Można? Można!” – to jest przerażające i zdecydowanie nie jest to dobry przykład.

„Jedynie rodzina zabraniała mi się wycofać, skoro sama chciałam spróbować swoich sił.” to przeraża mnie chyba jeszcze bardziej 🙁

Izikova 21 czerwca, 2019 - 3:16 pm

Spokojnie, depresja nie była wynikiem szkolnych obowiązków, a raczej zachowania znajomych wobec mnie. 🙂 Rodzice dawali mi wybór, to ja chciałam zdać maturę i pójść na studia. To tylko tak strasznie wygląda, chodziło mi o to, że pomimo przeciwności losu doszłam do czegoś, chociaż początkowe oceny niczego takiego nie wróżyły. 🙂

Anonim 22 września, 2021 - 2:50 pm

Ja zawsze miałem wymagane żeby mieć jak najlepsze oceny (najsłabsza to 4) ale mialem to troche gdzieś bo jako młody chłopak (12, 13 lat) zauważyłem po różnych ludziach, że nic ze szkoły prawie wgl mi się nie przyda, wiec zacząłem uczyć się tego co lubie lub mnie pasjonuje czyli informatyka i j. Polski. Na informatyce byłem jeden z najlepszych a na polskim byłem przeciętny bo jedyne co lubiałem to wiersze, czytanie opowiadań czy ich pisanie i zawsze mialem z tego piątki. Teraz znam się na informatyce bardziej niż niektórzy, którzy uczyli się wszystkiego i byli najlepsi, a opowiadania nie raz mi mówili, że są bardzo ładne i najlepsze. Jestem za to wdzięczny sam sobie.

Joanna 21 czerwca, 2019 - 8:49 am

W podstawówce byłam jedną z najlepszych uczennic, ósmą klasę (jestem z czasów przedgimnazjalnych) zakończyłam z najwyższą średnią w szkole. Reprezentowałam szkołę w zawodach sportowych na poziomie ogólnopolskim, a dzięki dzięki miejscu na podium na wojewódzkiej olimpiadzie polonistycznej przyjęto mnie do liceum bez egzaminu. Czerwony pasek był oczywistością, pytanie dotyczyło tylko tego, ile szóstek znajdzie się na świadectwie. Rodzice absolutnie nie cisnęli, wszystko wychodziło mi mimochodem. Co okazało się totalną bzdurą, kiedy poszłam do liceum. Byłam tak zmęczona wcześniejszym pędem, że nie miałam siły nie tylko na zajęcia dodatkowe, ale nawet na zwykłą naukę. O ile do podstawówki chodziłam z przyjemnością, to do liceum się wlokłam. Szkoła była świetna – fajni nauczyciele, klasa, która szybko się zgrała. A ja po prostu nie miałam pary. No i się zaczęło. „Czwórka ze sprawdzianu z matematyki? A co dostała Madzia?” Madzia zwykle miała piątki i żadnego życia poza szkołą. To był wzór stawiany mi przez mamę przez 4 lata.
Szkoła już dawno za mną. Żyję po swojemu. Jestem średniakiem i jest mi z tym cudownie. Nie zrobiłam wielkiej kariery, nie mam milionów na koncie, nie mam idealnej, modelowej rodziny. Jestem szczęśliwa.

Eliza Wydrych Strzelecka 21 czerwca, 2019 - 11:04 am

Najważniejsze, że jesteś dziś szczęśliwa i nie żyjesz pod tą chorą presją!

Ministerstwo Gadżetów 21 czerwca, 2019 - 9:14 am

Bardzo dobry artykuł. Niestety zdecydowanie częściej taka presja, gonitwa za czerwonym paskiem, jest nakładana niż zdejmowana.

Eliza Wydrych Strzelecka 21 czerwca, 2019 - 11:05 am

Dokładnie. To bardzo krzywdzące, rodzice nie zdają sobie chyba sprawy z tego jak bardzo

Agnieszka 21 czerwca, 2019 - 10:14 am

Nie były wymagane. Moja mama nam zawsze powtarzała – jak nie chcesz iść do szkoły to powiedz i zostań w domu. Nie uciekaj z lekcji i nie szlajaj się bez sensu po mieście.
Ja przez podstawówkę, aż do pierwszej gimnazjum miałam ten czerwony pasek. Potem nie było to dla mnie priorytetem. Miałam nawet na jeden semestr zagrożenie z matematyki w liceum. Cóż, bywa. Dopiero, gdy poszłam na studia licencjackie, które były dla mnie tak fascynująca przygodą, że wszystkie przedmioty uwielbiałam, sama z siebie uczyłam się dla siebie i po prostu bez zbytniego wysiłku skończyłam je jako najlepsza studentka. Bo chciałam, bo było to dla mnie ciekawe, ale nawet nie wiedziałam, że takie wyróżnienie dostanę. Także u nas było bez spiny. Jak była potrzeba to zawsze mama nas woziła na korepetycje. Ile trzeba było. Ale nigdy nie usłysząłam, że robię za mało.
Z kolei kilka dni temu syn mojej koleżanki trafił do lokalnej gazety w 10 najlepszych uczniów z ich gminy, którzy najlepiej napisali egzamin 8-klasisty. Była z tego dumna do czasu jak zobaczyła, że inne dzieci z tej dziesiątki miały lepsze wyniki. Po tym stwierdziła, że jej syn powinien napisać lepiej egzaminy…

Eliza Wydrych Strzelecka 21 czerwca, 2019 - 11:06 am

Dla mnie studia były mega fascynujące, uwielbiałam większość przediotów (prócz statystyki i psychimetrii) miałam świetną średnią na koniec studiów, oczywiście nigdy nie uczyłam się dla ocen. Po protu psychologia bardzo mnie fascynowała, a te studia były boskie

Natalia 21 czerwca, 2019 - 12:06 pm

Bardzo dobry artykuł i zgadzam się w 100%, ja też cieszę się, że nigdy nie miałam presji ze strony rodziców żeby mieć najlepsze oceny. A co byś zrobiła kończąc już drugi rok studiów , ale wiedząc, że kompletnie to nie jest Twoja bajka i przyszłości z tym nie wiążesz…? Pytam z ciekawości:)

Eliza Wydrych Strzelecka 21 czerwca, 2019 - 12:33 pm

To zależy czy te studia by mi się podobały, czy by były ciekawe. Czy bym je lubiła. Jeśli tak to oczywiście że bym je skończyła. Nie wazne ze nie wiązałabym z tym przyszłości. No chyba ze kolidowałyby mi ze studiami które faktycznie byłyby związane z moimi nowymi planami.

Ja nie pracuje bezpośrednio w zawodzie psychologa i wiedziałam ze nie będę już na 2 roku studiów. Uwielbiałam te studia, egzaminy zawsze zdawałam w zerówkach albo w 1 terminach. Jarałam się psychologia.

Dziś bardzo wykorzystuje te wiedzę w mojej pracy. Bardzo mi pomaga i wciąż pasjonuje.

Nie kieruje się przydatnością studiów tylko tym czy mi się to podoba, czy mnie to jara i pasjonuje.

Katarzyna 21 czerwca, 2019 - 12:18 pm

Mnie do dziś chyba najbardziej boli to, że oceny w żaden sposób nie definiowały tego, ile pracy w coś włożyłam i nie były stawiane obiektywnie. Na studiach uczyłam się najlepiej, jak umiałam, bo kochałam studiowanie mojego kierunku. Robiłam to dla siebie. Wciąż dostawałam pytania od koleżanek, po co ja się tak staram, skoro i tak mnie nie docenią? Za często mówiłam swoje zdanie i odchodziłam od utartych schematów, więc próbowano mnie utemperować obniżaniem mi ocen. Przez to nigdy przez 6 lat studiów nie dostałam stypendium naukowego. I było to dla mnie osobiście przykre, bo wiele osób, które w żaden sposób się nie przykładały, robiły naprawdę słabe projekty, żeby tylko zdać, finalnie dostawały piątki, bo umiały zrobić słodkie oczka i się podlizywać. I moim zdaniem oceny powinny być dawane obiektywnie, w oderwaniu od niechęci do danego studenta bądź sympatii. Zawsze byłam w pełni zadowolona z mojej pracy, ale nie umiałam pojąć, jak ktoś może mi obniżyć ocenę o 1,5 stopnia tłumacząc to tym, że zrobiłam wszystko najlepiej z grupy, ale użyłam koloru, którego nie lubi. Mam nadzieję, że moje dzieci kiedyś będą oceniane obiektywnie do wkładanej w coś pracy i nie poddadzą się w uczeniu tego, co kochają, tak jak ja 🙂

K.K. 21 czerwca, 2019 - 12:22 pm

W podstawówce, gimnazjum i liceum byłam średniakiem. Niby zawsze miałam świadectwo z paskiem, ale nie czułam się szczególnie dobra w żadnym z przedmiotów. Męczyło mnie to, że nie znalazłam w szkole nic dla siebie. W liceum zdecydowałam, że będę zdawać na medycynę. Napisałam maturę średnio. Zrobiłam sobie rok przerwy. Rodzice zaufali mi i powiedzieli, że każda decyzja związana z moją edukacją, zależy ode mnie. Po roku nie dostałam się na medycynę. Poszłam na biologię. Okazało się, że już nie jestem średniakiem. Byłam przez pięć lat praktycznie najlepsza na roku. Dostawałam stypendium za stypendium. Przez studia przeszłam jak burza, na koniec zebrałam nagrody dla najlepszych studentów. Obecnie jestem na doktoracie. Wszystko w moim życiu się ułożyło. Miałam ogromny zjazd poczucia własnej wartości po tym, jak nie dostałam się dwukrotnie na medycynę. Gdyby moi rodzice nie okazali się wtedy takim wsparciem, tylko naciskali, żebym poszła na jakiekolwiek studia, kto wie, może nie osiagnęłabym tego wszystkiego. Po latach zrozumiałam też, że warto było uczyć się nawet tych przedmiotów, które wydawały mi się niepotrzebne – historia, geografia itp. Dlatego tutaj się z Tobą nie zgodzę, myślę, że trzeba dać sobie szansę na każdym polu. Poza tym jestem za poglądem, że studia wyższe to nie tylko wiedza ograniczona do studiowanego kierunku tylko sztuka. Wiem, że wiele osób pewnie się nie zgodzi, ale ja po prostu nie lubię spłycać rangi uniwersytetów z setkami lat tradycji, do miejsc, gdzie można odbębnić licencjat i magisterkę.

Ania 21 czerwca, 2019 - 3:18 pm

wow, to naprawde niesamowite. Mam wrażenie jakbym czytała o sobie. Ja w liceum tez byłam sredniakiem, mialam swiadectwa z czerwonym paskiem co roku, pomimo tego ze jedyny przediot jaki lubilam to chemia. Mature napisalam srednio, co było dla mnie wtedy totalną katastrofą i nie dostałam się na medycynę, po roku poprawiłam podobnie jak ty i też się nie dostałam i tutaj podobienstwo się kończy bo ja sprobowałam trzeci raz i dostałam się na wszystkie uczelnie, na ktore składałam. Jak jest teraz? mysle ze dalej jestem troche sredniakiem, nie dostaje samych piątek ale do tej pory oblałam tylko jeden egzamin . Jestem tutaj gdzie jestem bo zawziełam się i wiedziałam że to moje marzenie. Ja chciałabym na to wszystko spojrzec z innej perspektywy, pisał o tym ostatnio Borys Szyc. Jasne są rodzice któzy zmuszają do nauki swoje dzieci, którzy napędzają wyścig szczurów ale ludzie! są też dzieci które cięzko pracują bo chcą! bo obrał sobie cel, bo chcą coś w życiu osiągnąć dlatego rodzice mają pełne prawo do tego zeby się tym pochwalić! bo są po prostu dumni ze swoich dzieci! Mówmy też o tym!

Lili 21 czerwca, 2019 - 5:03 pm

No właśnie też mnie zastanowiło w jaki sposób Eliza że słabszymi ocenami dostała się na studia? Ja też żałuję, że do niektórych przedmiotów nie przykładałam się w szkole średniej mocniej. Po prostu na tamten czas wydaje mi się, że byłam za mało dojrzała. Teraz sama jestem mamą. Mój syn wrócił z czerwonym paskiem nie dlatego, że od niego wymagałam- po prostu jest inteligentny. Teraz rośnie takie pokolenie, któremu się nic nie chce i na każdym kroku jednak pokazujemy synowi co będzie jeśli oleje naukę. Tak jest teraz wszystko skonstruowane, że od dobrych ocen zależy start do lepszej szkoły, lepszych studiów itd. Głupie to ale tak jest.

Eliza Wydrych Strzelecka 21 czerwca, 2019 - 6:41 pm

O ile pamietam to wyniki matury się liczyły a nie oceny. A maturę zdałam niezle 😉

Limmi 28 czerwca, 2019 - 10:06 am

Chyba jesteś wyjątkiem od reguły. Nie znam wielu osób, które miały z danego przedmiotu słabe oceny, a potem dobry wynik na maturze. Wszak na ocenę końcową (w sensie maturalną) pracuje się systematycznie przez całą szkołę, trudno potem nadrobić braki i opanować cały materiał bezpośrednio przed egzaminem.
Ja też byłam średniakiem, bo uczyłam się tylko tych przedmiotów, które lubiłam, a z reszty miałam trójki. Rodzice nie wymagali ode mnie czerwonego paska ani średniej powyżej iluś. Jestem im za to wdzięczna, bo dzisiaj nie widzę, żeby osoby, które miały wysoką średnią miały lepiej w dorosłym życiu. Poza tymi, którzy wybrali ambitne zawody np. lekarz, prawnik, itp. Jeśli ktoś ma takie powołanie to warto się przykładać do nauki od najmłodszych lat..

BeataJot 21 czerwca, 2019 - 12:50 pm

Nie ignorując tematu – skąd taka super sukienka??

Eliza Wydrych Strzelecka 21 czerwca, 2019 - 12:51 pm

Tova fashion ❤️❤️

kk 21 czerwca, 2019 - 12:59 pm

O jeej, miałam podobne rozkminy całkiem niedawno. Tylko byłam totalnie po tej drugiej stronie. Czerwony pasek miałam ZAWSZE. I to było coś tak oczywistego dla moich rodziców że nie wiem co by się stało gdyby, któregoś roku mi nie wyszło. I tak, to było chore. Teraz to wiem, w sumie zawsze wiedziałam, ale spełnianie cholernych oczekiwań rodziców miałam we krwi. Na cale szczęście dostawianie w większości 5 nie było dla mnie wielkim wyzwaniem, zawsze uczyłam się bardzo szybko, wystarczyło mi przeczytać coś kilka razy żeby się nauczyć, a rzeczami których nauka wydawała mi się bezsensowna (jak daty na historii i wzory z fizyki) sobie nie zaprzątałam głowy i miałam z tego ściągi. Zabawne było to, że przez całą edukacje byłam nazywana kujonem, podczas kiedy obserwowałam wielokrotnie koleżanki, które naprawdę musiały „kuć” i się mega starać żeby poprawić oceny, a mi to przychodziło mega łatwo. Chyba mnie za to nienawidziły hehe. Także mimo wszystko miałam całkiem niezłe życie i sporo wolnego czasu, w porównaniu np. do koleżanki która była zdecydowanie średniakiem, ale mama wymuszała na niej czerwony pasek. To dopiero było niezdrowe.
Zastanawiam się często jakby to było u mnie gdyby nauka nie przychodziła mi tak łatwo ale obawiam się, że byłoby tak samo jak u tej koleżanki. Mój ojciec całe życie powtarzał mi że „nie możesz być średnia, masz być najlepsza”. Czasem sobie wyobrażam moment w którym powiem mu w twarz jaką krzywdę mi tym robił ( z czym mierze się do dzisiaj), ale nie mam do tego odwagi, wiem że na swój pokręcony sposób chciał dla mnie najlepiej. Ale świat tak niestety (a raczej stety) nie wygląda i osoby we wszystkim „najlepsze” w szkole, często nie są totalnie przystosowane do życia po szkole. Bo przyzwyczajona do dobrych ocen w szkole, na studiach czułam się jakbym dostała w twarz za każdym razem jak dostałam jakąś 3. CIęzko było mi to przetrawić, przynajmniej na początku. Studia wymagały też tego żeby zacząć się naprawdę uczyć, a nie tylko poczytać coś 3 razy co też było dla mnie nowością. Wiele łez i frustracji mnie to kosztowało, a wpojone od dziecka zasady bycia najlepszą sprawiały że nie potrafiłam odpuścić bo przecież wiedziałam że stać mnie na więcej. Poza tym uczelnia dobre stypendium płaciła, więc to był dodatkowy kopniak w tyłek, chociaż dopiero na magisterce udało mi się je dostać.
Teraz pracuje, w zawodzie, w agencji marketingowej i pomimo tego, że widzę że staram się jak diabli i „zapierdzielam” jak chomik na kołowrotku żeby udźwignąć wszystkie obowiązki których w tej branży jest często ponad siły, to dopadają mi myśli, że nie jestem najlepsza, że w sumie to nawet nie jestem dobra w tym co robię i się nie nadaje do tego. I myślę że wynika to właśnie z tej chorej presji, którą miałam od dzieciaka i taka praca nie pomaga w tym, żeby naprawić swoje myślenie. Zaczynam myśleć o tym, żeby poszukać czegoś innego, ale póki co ta myśl dopiero dojrzewa we mnie, bo wiem że prędzej czy później się wykończę. Bo w tak dynamicznym środowisku nie ma opcji żeby wszystko ogarnąć, być we wszystkim najlepszą, nie spóźnić się z niczym, itd., ale w porównaniu do szkoły, teraz to kosztuje mnie dużo więcej czasu i energii. Pewnie gdybym była wychowana w inny sposób, to bym sobie mogła pozwolić żeby czasem odpuścić, a tak to wciąż się ścigam sama ze sobą żeby sobie ze wszystkim perfekcyjnie poradzić. Myślę o psychoterapii i to chyba będzie najlepsza decyzja w moim życiu. A potem zmiana pracy i poszukiwanie tej jednej rzeczy, w której będę najlepsza, bo bycie „najlepszym” we wszystkim jest do bani 😉

A swoje dzieci chciałabym wychować tak, żeby skupiły się na tych przedmiotach, które ich interesują i tam faktycznie będe wymagać czegoś więcej, a z reszty byle zdać. Bo na swoim przykładzie doskonale wiem, że np. 5 z fizyki nic nie znaczy, bo w tym momencie już zupełnie niczego nie pamiętam i jestem zielona w tym zakresie.

Zuzanna 22 czerwca, 2019 - 9:59 am

Jakbym czytała o sobie. Zadecydowałam by iść na terapie i popracować nad tym tematem. Terapia trwała dwa lata i dziś już nie myśle o sobie jak o kimś gorszym, potrafię powiedzieć dość, potrafię zwolnić, robię dziś to co lubię, nie rywalizuje.

Polecam Ci psychoterapię. To naprawdę pomaga

Sylwia 21 czerwca, 2019 - 1:05 pm

U mnie też była wolność, jeśli chodzi o oceny. Raz w życiu miałam pasek i to dla mnie nic nie znaczyło. Było to w 3 klasie gimnazjum i poprostu nauczyciele podnosili oceny jak komuś trochę brakowało. A ja o to nie prosiłam ? Czy ten pasek zmienił moje życie? Absolutnie nie! W liceum uczyłam się tego Co uwielbiałam a z reszty miałam 2 i 3.byleby zdać ? za to bardzo wspolczulam osobą, które siedziały do 3rano i uczyły się wszystkiego bo rodzice mówili, że jak będą mieć dobre oceny, to będą kimś ?

Eliza Wydrych Strzelecka 21 czerwca, 2019 - 2:27 pm

Ooo ja tez miałam w 3 klasie gimnazjum! I może właśnie u mnie tez tak było Że podnosili ?

mimi 22 czerwca, 2019 - 7:12 am

(…)za to bardzo wspolczulam osobą, które siedziały
chyba osobOM, może gdybyś raz posiedziała dłużej nad słownikiem gramatyka nie byłaby czarną magią

Eliza Wydrych Strzelecka 22 czerwca, 2019 - 9:39 am

A widzisz, ja w tym czasie zamiast nad słownikiem siedziałam nad rozwijaniem swoich pasji. Dlatego dziś odnoszę sukcesy i jestem z siebie cholernie dumna.

Gramatyka, fakt zdarza mi się walić okropne byki, ale to mniejsze zło. Nie spędza mi to snu z powiek i nawet takie komentarze jak Twój nie robią na mnie wrażenia.

Dla mnie czarna magia jest gramatyka, a dla Ciebie takt i szacunek do drugiego człowieka. Zastanów się co jest gorsze 🙂

Pozdrawiam ciepło

Olka 22 czerwca, 2019 - 10:02 am

Eliza piękna odpowiedz

Mimi, powinnaś się wstydzić. Zawiść kipi na kilometr

Magda 21 czerwca, 2019 - 1:40 pm

Zgadzam się w 100%. Nigdy nie miałam czerwonego paska, a mimo to nie miałam problemu, zeby dostać się do liceum, do którego chciałam chodzić, czy na studia. Teraz nawet w międzyczasie robię doktorat. Także jak widać, pasek na świadectwie niczego nie udowadnia.
Byłam kiedyś świadkiem w autobusie jak matka krzyczała na córkę, że zamiast 6 ma 5 z angielskiego. I że dostała pierwszą w życiu! 3 z historii. Dziewczynka się rozpłakała, obiecywała, że będzie poprawiać. A kobieta cały czas ją upokarzała na oczach całego autobusu, mówiąc, że jest beznadziejna, bo nawet nie potrafi nauczyć się do sprawdzianu… Poważnie. Ludzie i po co to? Poźniej i tak nie ma to już żadnego znaczenia.

Magdalena 21 czerwca, 2019 - 2:34 pm

Wspominam czasy szkolne z sentymentem, ale łatwo nie było..
Wychowywano mnie bardzo surowo, w moim domu nie było miłości tylko dyscyplina. Po każdym sprawdzianie zdanym na 4,5 bałam się wracać do domu, bo taką presję nałożyli na mnie rodzice.. Mając świadectwo z paskiem prawie całą edukację, wracałam do domu i słyszałam, że słabiutko bo tylko 4,75, stać mnie na więcej.. Do matury uczyłam się sama ostatkiem sił, żeby udowodnić wszystkim, że potrafię. Do końca nie wiedziałam na jakie studia iść, bo moje pasje i hobby były przybijane przez rodziców na rzecz 5 z matematyki. Trafiłam na AGH na cholernie wyczerpujące studia budowlane, których szczerze nie znosiłam, zarywalam nocki i robiłam projekty rezygnując z życia towarzyskiego i prywatnego. Wreszcie z biegiem czasu ZROZUMIAŁAM ile jestem warta JA i co JA mam robić dla siebie, a nie dla całego świata! Zaczęłam pracować w zawodzie, który kochałam, rozwijałam się, angażowałam w wolontariat i zwiedzałam świat! Jestem bardzo spełniona, szczęśliwa i rozwijam się! Rok po skończeniu magisterki nadal nie obroniłam pracy, bo zajmowałam się innymi rzeczamk i zrobiłam to świadomie. Nie chciałam tego i nie byłam gotowa. Dwa tygodnie temu na dzień dziecka zamiast życzeń od taty usłyszałam, że nie może być ze mnie dumny a chciałby, więc muszę obrobić tą mgr, bo jego serce boli że takie błędy popełniam w życiu i tak bardzo mam to gdzieś….

Emilia 21 czerwca, 2019 - 2:47 pm

Zawsze miałam świadectwo z paskiem, aż do momentu pójścia do liceum. Wtedy zrozumiałam, że wcale nie chce zarywać nocy żeby wykuć na pamięć kolejne regułki z fizyki czy chemii. Zaczęłam uczyć się tego, co naprawdę mnie interesowało. Na szczęście moi rodzicie nie zmuszali mnie do nauki i doceniali każdą dobrą ocenę, nie krytykowali dwójek czy trójek. To było super!
Młodszej sobie powiedziałbym, że zmuszanie się do nauki nie ma najmniejszego sensu, że ważna jest pasja i poznawanie świata.

Natalia 21 czerwca, 2019 - 3:22 pm

Zostałam wychowana w duchu tej samej zasady co Ty. Pamietam ze w podstawówce zawsze brakowała mi jedna ocena wyżej do czerwonego paska. Nauczyciele dzwonili do mamy, ze mam isc prosić nauczycieli lub zrobić coś dodatkowego. Mama zawsze mowila ze nie mam się prosić i widocznie na takie oceny zasłużyłam i ona była ze mnie dumna. Czasami było szkoda ze omijało mnie stypendium widząc, że osoby które miały gorsze oceny ale wybłagały polowe nauczycieli o ich podniesie zbierały laury i zgarniały stypendia.
Dzieki takiemu podejściu rodziców już w gimnazjum wiedziałam w jakim kierunku chce isc , wymyśliłam sobie zawód i jestem z tego cholernie dumna. Najlepsza rzeczą jaka teraz słyszę od moich pacjentów są słowa: „widać, że ma Pani do tego dar i pasje” ?
A moje „paskowe” koleżanki troszkę się w życiu pogubiły przez presję i nie do końca radzą sobie teraz z rożnego rodzaju porażkami.

A 21 czerwca, 2019 - 3:51 pm

Mam ochotę wrzeszczeć jak czytam Twój wpis. Z wściekłości i żalu. Byłam zmuszana do najwyższych oceń presją, wrzaskami, a czasem biciem. Pytanie o to jaka ocenę dostala X przy kazdej słabszej ocenie. Zawsze czerwony pasek, studia, kariera itd. Skonczylo się zapijaniem stresu, rzuceniem pracy i odwykiem. Od paru lat dopiero robię to co kocham i NIE jestem w tym najlepsza!! Presja na oceny dziecka powinna być karalna. Może złamać życie dziecka, prowadzi do nałogów a czasem samobójstw. Żałuję że nie dane mi było być w szkole sredniakiem i mieć swoje pasje. Dziękuję za Twój wpis

Eliza Wydrych Strzelecka 21 czerwca, 2019 - 6:42 pm

A ja Ci dziękuje za Twój komentarz! Nie h on będzie przestroga dla wszystkich!

Kochana życzę Ci jak najlepiej

Szyciownik 21 czerwca, 2019 - 4:08 pm

Cześć,
Moi rodzice byli z gatunku: masz tylko 99% z testu? A czemu nie 100%?
To było straszne i wielokrotnie im powtarzałam, że popełnili masę błędów mnie wychowując. Potem długie lata cierpiałam przez ich perfekcjonizm i dopiero niedawno pozbyłam się tego strasznego uczucia, że zawsze mogłabym być lepsza.
Moim zdaniem jest pewne minimum wiedzy jakie dziecko powinno się nauczyć w szkole – czytanie, pisanie czy licznie. Dla mnie pisanie na polskim to była męka (straszliwa, bo kocham matematykę i przedmioty ścisłe, odwrotnie jak Ty ;D). Ale musiałam na robić na maksa i zjadać sobie żołądek, bo jak było 3 albo 4 to był dramat. Teraz piszę bloga i kocham to robić. W pracy opiszę dokumentację techniczną i też to uwielbiam. Czy potrzeba mi do tego było piątek i nerwów? W ogóle…
Pozdrawiam,
Kasia

Eliza Wydrych Strzelecka 21 czerwca, 2019 - 6:43 pm

Kasia dzięki Że to napisałaś!
Ściskam mocno

Czytelniczka 22 czerwca, 2019 - 12:27 am

Tylko raz nie miałam paska. Robiłam to chyba dla poczucia wyróżnienia, nigdy z przymusu, z drugiej strony to byla moja naturalna norma, i podobała mi się ta zabawa w to że tak niewiele potrzeba a jest się takim super. Teraz średnio radzę sobie na studiach. Choć wiem że przecież nic nie zmarnowałam, ani nie straciłam zdobywając te paski to jednak smutno mi się robi na myśl że one nic nie znaczą, nawet nie są wynikiem jakichś cech charakteru które pomogłyby mi w dorosłym życiu. I czuję się trochę zdemotywowana, wypalona w przedbiegach.

Karolina 22 czerwca, 2019 - 12:40 am

W szkole niemal zawsze mialam idealne oceny i ten nieszczesny czerwony pasek. Matura znakomita, oczywiscie pasek. Byłam latami terroryzowana emocjonalnie przez matkę. „Dlaczego 4 a nie 5? Ta trójka to bardzo kiepska, musisz poprawić.” Niby nikt mnie nie bił, ale czułam, że tylko tak zaslużę na akceptację i szacunek. To się nigdy nie stało. Zgadzam się z przedmówczyniami, że to powinno być karalne! Bardzo ciężko było mi się odnaleźć na studiach, gdzie każda „trójka” była w moich oczach porażką. Perfekcjonizm ciągnął się latami, w niektórych obszarach nadal został. Skończyłam trzy kierunki studiów, w teorii mogę pracować w 4 zawodach, wyobrażacie sobie? Przysięgałam wielokrotnie, że nigdy nie zrobię tego swojemu synowi. Nigdy nie powiem, że jestem dumna z jego wyników – to jest tylko jego sprawa. ZAWSZE pytam się – „Are you proud of yourself? Are you happy with your grades?” – Dziś skończył pierwszy rok angielskiego koledżu z ocenami „D* – D” (distinction – wyróżnienie) – najwyższe możliwe na jego kursie. Zadałam te same pytania, na które mi odpowiedział, że jest bardzo zadowolony, bo robi to, co kocha i tylko to. Nie uczy się dla ocen, a dla pasji. Wygląda na to, że mi się udało zachować zdrowy rozsądek, bo nie chciałam, by doświadczył tego co ja.

Natalia 22 czerwca, 2019 - 2:45 am

Moja historia jeszcze inną drogą poszła. Moi rodzice nie mieli ambicji żebym była najlepsza, ale zawsze było porównywanie do koleżanki X skoro ona, mogła to ja tez mogłam, tylko co oczywiście mi się nie chciało. Niby nie wymagano ode mnie pasków, a jednak jak X miała to ja tez mogłam mieć, ale jestem leniem. W liceum zaczęło się moje piekło, oprócz rodziców doszła presja nauczycieli (przez ta traumę, która mi zgotowali ten zawód jest dla mnie największym wrogiem…) znajomych, skończyła się tym, ze całkowicie zrezygnowałam z życia, baaa ja je chyba w ogromnej mierze straciłam i płace za to do dziś. Presja powodowała u mnie wyrzuty ambicji, zarywalam dnie i noce żeby być chociaż ta dobra. Starałam się z całych sił. A i tak byłam tym średniakiem… Uwierz to jeszzcze gorsze uczucie, bo czujesz się jak frajer, jak głupek, dajesz z siebie wszystko, wyrzekasz się życia, a i tak jesteś średniakiem. No głupia po prostu. Straciłam swój czas, energię, poczucie wartości, ale chyba najgorsze jest to, ze nawet nie udało mi się przez to odkryć w czym jestem dobra, co lubię. Dziś 10 lat po maturze, dalej jestem zakompleksionym średniakiem, w pracy której nienawidzę, i z ogromnym lekiem, ze chciałabym to zmienić, znaleźć coś co kocham, ale po prostu nie potrafię…

Klara 22 czerwca, 2019 - 2:07 pm

Czytam twój blog od 3 lat. A mam 13. Jako jedyna nastolatka i niepełnoletnia osoba chciałam tu napisać że dziękuje Ci za twój wpis. Marze o tym żeby moi rodzice mieli takie podejście jak ty. Moja mama twierdzi że jeśli nie będę mieć dobrych ocen to zawale sobie całą pzyszłość. Że tylko cyfry i numery gwarantują coś w życiu. Że zawsze mogę więcej i bardziej. Że zawsze mogło być lepiej… Przez to mam depresje a nawet myśli samobójcze. Nienawidzę tego. Rodzice nie zdają sobie sprawy że to nie oceny zniszczą mi życie, tylko oni sami. Od zawsze mam ten cholerny czerwony pasek i średnią minimum 5.50… ale za jaką cenę?

Ana 22 czerwca, 2019 - 2:47 pm

Im jestem starsza,tym bardziej do mnie dociera bezsens dobrych ocen.Niby dobre oceny =dobra szkoła =dobra praca.Niestety to nie takie proste.Sama walczyłam o oceny,spinalam się, skończyłam jedna z najlepszych uczelni w kraju,a teraz widzę, że to nie było warte moich nerwów, poświęcenia..

Anna 22 czerwca, 2019 - 7:40 pm

Od początku swojej edukacji musiałam mieć świadectwo z czerwonym paskiem, być najlepsza, ciągła presja ze strony rodziców, która w końcu nakręciła i mnie w to błędne koło. Sama sobie coraz wyżej podnosiłam poprzeczkę, bo przecież jak tak można przyjść nieprzygotowanym na przedmiot, który kompletnie Cię nie interesuje. Nie miałam czasu na rozwijanie żadnej pasji. Teraz zaczynam ostatni rok studiów chemicznych, a tak naprawdę nie jest to coś co mnie ciekawi. Przez te wszystkie lata jedynie nabawiłam się nerwicy. Podobnie jak moja siostra. Nie wiem co chce dalej robić, mam nadzieję, że zakończenie ostatniego etapu edukacji pomoże mi odnaleźć siebie i swoje pasję. Stąd moje słowa do wszystkich rodziców, przestańcie walczyć z dziećmi o jak najlepsze oceny, to wcale nie definiuje to jakimi będą ludźmi i czy będą mieli lepsze życie. Już pomijając to jak sytem oceniania jest krzywdzący dla uczniów. Pielęgnujcie w dzieciach ich zapał, beztroskę, nie porównujcie ich do innych, wspierajcie w ich zainteresowaniach i porażkach.

Halina 22 czerwca, 2019 - 9:03 pm

Według mnie czerwony pasek na świadectwie to jest forma wyróżnienia dla uczniów. Ważne jest jednak to, w jaki sposób potraktują je rodzice. Ważne jest by dziecko zawsze czuło się kochane i akceptowane- bez względu na wszystko.Nigdy czerwony pasek na świadectwie nie stanowił dla mnie powodu do przechwałek ale swojemu dziecku mówię, że jestem z niego dumna. Bo jestem, głównie dlatego, że o wyróżnienie na świadectwie stara się głównie dla siebie, dla swojej satysfakcji.

tadek 22 czerwca, 2019 - 10:12 pm

Eliza w 100% rozsadnie miałem tak samo zero ciśnień pod mainstream. Nie pisz więcej takich tekstów, bo się w Tobie zakocham.

Kasia M. 22 czerwca, 2019 - 10:51 pm

Ja mialam dokladnie tak samo- rodzice wiecej uwagi przykładali do tego bysmy spedzali razem czas niz żebym uczyła się do sprawdzianu z fizyki: „chodź na ryby, sprawdzian jakos tam napiszesz”. I choc są bardzo dobrze wykształceni, to ja w presji czerwonego paska nie wzrastałam. Jak raz dostalam 3 na swiadectwie i sie rozbeczałam to mama tez zaczeła płakać i pocieszać mnie ze to takie nieistotne przeciez?

pat.leen 23 czerwca, 2019 - 4:31 pm

O ile w podstawówce i gimnazjum miałam czerwone paski, o tyle idąc do liceum przeżyłam chwile załamania. Nie czułam presji do nauki, byłam ambitna, uwielbiałam język polski i przedmioty humanistyczne. Nieco ciężej mi szło z przedmiotami ścisłymi. Niestety trafiłam do klasy, w której wszyscy mieli czerwone paski i średnią 5.0 i wyżej. Były to w większości dzieci nauczycieli z chorymi ambicjami. Wstawali o 4 rano, by zakuwać, mnie było szkoda życia. Dostając 3 z klasówki czułam się jak idiotka, choć w przypadku biologii było to naprawdę wysokie osiągnięcie. Nauczycielka wymagała, żeby pisać słowo w słowo z podręcznika definicje różnych narządów. Wystarczyło, że w zdaniu wielokrotnie złożonym ominęło się 2 niewiele znaczące słowa, a już nie zaliczała całej odpowiedzi. Na dzień wagarowicza absolutnie nikt się nie wyłamał, wszyscy trzęśli tyłkami o ocenę z zachowania. Zdałam maturę z polskiego, wosu i angielskiego bardzo dobrze, ale bałam się przyznać w klasie, że robię rok przerwy od nauki, żeby wybrać kierunek studiów, który najbardziej będzie mnie interesował. Moje koleżanki i koledzy od początku liceum wybierali się na prawo, iberystykę czy sinologię. Nienawidzę tego okresu w swoim życiu, czułam się okropnie dzień w dzień odczuwając presję i wyścig szczurów.

Aleksandra 24 czerwca, 2019 - 12:35 pm

Kapelusz idealnie tutaj pasuje ;).

Patrycja 24 czerwca, 2019 - 12:53 pm

Ja zawsze byłam średniakiem i dobrze mi z tym 😉

Mader 24 czerwca, 2019 - 1:17 pm

Miałam zawsze świadectwo z paskiem, ale po prostu taka się urodziłam 😉 Miałam świetną pamięć, uwielbiałam czytać więc nauka była dla mnie po prostu i zwyczajnie łatwa, od podstawówki po studia. Ale nie robiłam nic więcej w tym kierunku, nie chciałam startować w olimpiadach ani konkursach, chciałam mieć życie towarzyskie i czas na gapienie się w sufit. Moje dziecko jest znowu zupełnie inne, ma różne zaburzenia z którymi od lat radzimy sobie różnie więc oceny są często poniżej średniej. Ale zupełnie nie mam z tym problemu, dla mnie ważne jest żeby coś w głowie zostało, bywało wykorzystane. Mam inteligentne i rozsądne dziecko, już nastoletnie które szkołę nawet lubi i twierdzi, że strasznie się cieszy, że ma taką mamę która nie ma ciśnienia na oceny. Bo ocena 2 to przecież pozytywna ocena 😉 Oczywiście nie raz słyszę zarzuty, że powinnam więcej z dzieckiem pracować, że może gdybym się uparła to oceny byłby lepsze. Bo przecież byłam taką zdolną i pilną uczennicą , że to prawie wstyd, że dziecko ma takie oceny… Serio? Mam stanowczo inną definicję jeśli chodzi o wstyd. Na przykład zwracanie uwagi innym. Ważne jest być z dzieckiem, wspierać go, robić tak, żeby szkoła kojarzyła się z czymś pozytywnym, żeby dziecko miało miłe wspomnienia po latach. Jeśli jest zdolne, pracowite samo z siebie – fajnie, pasek to taka nagroda. Jeśli ma z czymś problem – wspieraj, tłumacz ale nie naciskaj.

Paula 24 czerwca, 2019 - 5:13 pm

Ja też byłam średniakiem, wyróżniającym się chyba tylko z polskiego, który po prostu uwielbiałam. Czerwony pasek miałam raz – gdy obniżyli średnią w drugiej gimnazjum 😀 Nigdy mi na tym nie zależało. Wiedziałam z czego jestem dobra i szłam w to na 100 %, a czego nie czułam, nie poczułam do dzisiaj. Mam koleżanki, które w podstawówce i gimnazjum miały same 6, a gdy poszłyśmy do liceum ledwo zdawały z klasy do klasy przez cały ogólniak! Skończyło się „przedszkole” i oceny za ładny uśmiech. Ja dziś żyję, jak chcę, robię, co kocham i mówię, co myślę – one niestety ledwo wiążą koniec z końcem. Dziś choć sama skończyłam psychologię, bo kręci mnie ten temat, nie wiem, czy poszłabym drugi raz na studia (prywatne). Za te pieniądze i przez ten okres czasu wolałabym zrobić kilkadziesiąt kursów w tematach, które naprawdę mnie interesują i, z których mogę wynieść faktyczną wiedzę i przekuć ją w doświadczenie. Pozdrawiam!

Aneta 26 czerwca, 2019 - 9:06 pm

Skrajne, patologiczne przypadki rodziców tak wywierających presję na swoje dzieci, jak piszą niektóre osoby w komentarzach jest rzeczywiście przerażające… Natomiast wydaje mi się że jest to zbyt szeroki temat żeby generalizować i wrzucać wszystkich do jednego worka. Moi rodzice nigdy nie wymagali ode mnie żebym była najlepsza, na depresję z powodu ich oczekiwań nie cierpiałam, Wymagali jednak żebym się rozwijała i zdobywała podstawową wiedzę na wielu płaszczyznach. Jestem też przypadkiem, w którym zawód to pasja, i jest to zawód, który można zdobyć kończąc ciężkie studia i ja o tym wiedziałam od początku. Żeby się na nie dostać trzeba nie tyle co mieć pasek a wysoko zdaną maturę. Wiem, że gdyby nie ta wewnętrzna ambicja, którą gdzieś tam moi rodzice we wczesnych latach rozbudzili, nie ukończyłabym ich. Zdobywanie paska po to by po prostu był, czy dla rodziców nie ma sensu, warto sobie uzmysłowić, że za tym coś idzie. Wymaga to dużej mądrości od rodziców, aby tak pokierować dziecko, żeby jednocześnie zapewnić mu odpowiedni rozwój, zdobycie jakiejś samoświadomości w czym chce się rozwijać, jaki jest cel w jego życiu, w czym się widzi itd, a jednocześnie nie wywierać presji, nie narzucać oczekiwań i wymagań. Widzisz, Twoja historia jest taka – poszłaś za głosem serca, zaryzykowałaś i wygrałaś. Nie szłaś schematami i już na II r. studiów wiedziałaś, że nie będziesz pracować w zawodzie. I takich osób jak Ty jest mnóstwo. Ale są też osoby, którym nie wyszło. Nie zdobyli wyższego wykształcenia, mają problemy ze znalezieniem pracy, łapią się czego mogą, otwierają własne biznesy, by potem zbankrutować i po wielu latach plują sobie w brodę, że trzeba było się uczyć „jak mama prosiła”, iść na studia, ukierunkować się na coś. Ile ludzi, tyle przypadków, a myślę, że chodzi po prostu o to, że nauka i to co robimy musi mieć SENS 🙂

Lalar_S 27 czerwca, 2019 - 2:55 pm

Jak bym czytała o sobie, miałam identycznie, fakt rodzice bardzo chcieli, żebym skończyła studia i nauka była ważna, ale oceny nie musiały być piątkowe.

Magda 27 czerwca, 2019 - 3:38 pm

Hej wszystkim. Moje doświadczenie jest inne niż prezentowane we wpisie czy komentarzach pozostawionych przed użytkownyków. Moi rodzice dopingowali mnie do nauki, ja sama byłam bardzo ambitna. Może i ten 'doping’ czasem mógł przybrać inną formę, ale dzisiaj, mając 27 lat, robię ogromną karierę, której zazdroszczą mi wszyscy, którym zwyczajnie pracować się nie chciało. Każdy kij ma dwa końce. Mi 'gonienie do nauki’ nie przeszkadzało, a dzisiaj mogę cieszyć się wymiernymi i policzalnymi tego owocami. Oczywiście zgadzam się ze wszystkimi, u których ta forma przybrała skrajnie nieodpowiedni wymiar – przemoc – każda, czy fizyczna, czy taka jak tutaj, psychiczna – jest niedopuszcalna i wywiera nieodracalny wpływ na człowieka. Trzymam kciuki za wszystkich, by potrafili zapomnieć o przykrych doświadczeniach i budować poczucie własnej wartości. Pozdrawiam, Magda K

A 27 czerwca, 2019 - 4:58 pm

Och ach och, cudownie i wspaniale. A na poważnie to w wieku 27 lat też robiłam karierę, zarabialam mega pieniądze itd itd. Skończyło się tak jak pisałam powyżej. Bądź czujna i dbaj o szeroko rozumiany balans w życiu. Zresztą strzepie język, w Twoim wieku też myślałam że jestem niezniszczalna. Szczerze życzę powodzenia!

Iwona Paprocka 28 czerwca, 2019 - 8:34 am

Z tego, co zdążyłam zauważyć po moich rówieśnikach to własnie te średniaki (w tym ja) wydają się być najbardziej ogarnięte życiowo – ale skromność :)) Ale jakoś mam takie poczucie, że skoro zawsze byliśmy gdzieś po środku to nie dość, że mamy poukładane w głowie, to jeszcze całkiem nieźle idzie nam to życie 🙂

Prezent Simple 28 czerwca, 2019 - 2:55 pm

Też zawsze leciałem na dwójach i trójach, a i tak wyszedłem lepiej niż ludzie z paskiem ;p Człowiek bez studiów, ale za to z umiejętnościami, które są bardziej wartościowe niż papierek 😉

Eliza Wydrych Strzelecka 28 czerwca, 2019 - 3:16 pm

PRawda jest taka, ze papier dziś może kompletnie nic nie znaczyć i nic nie gwarantować.

Justme 28 czerwca, 2019 - 9:26 pm

Hmmm nie każdy z nas musi mieć mgr czy dr. Ale chyba troszeczkę Cię poniosło pisząc, że papier nie ma kompletnie żadnego znaczenia. Po pierwsze studia studiom są nierówne. Nie ma co porównywać historii, psychologii do robotyki, medycyny czy informatyki. Podobnie kwestia uczelni nie na każdej zdobędzie się wiedzę… Czerwony pasek nie gwarantuje sukcesu w życiu, ale elementara wiedzę z każdej dziedziny wypadałoby mieć. Poza tym chyba każdy z nas oczekuje, że specjalista w danej dziedzinie naprawdę będzie miał wiedzę na dany temat, a bez tego czerwonego paska i dalszego ogromu pracy raczej nim nie zostanie. Jednym nauka przychodzi łatwiej, innym trudniej więc nie ma co uogolniac i robić wyścigu szczurów w piaskownicy. Może trudno w to uwierzyć, ale naprawde znam wiele osób którzy niewielkim nakładem pracy, mieli czerwone paski, a przy tym korzystali z życia na całego, a wszystko to bez dodatkowej mobilizacji rodzicow…

Eliza Wydrych Strzelecka 29 czerwca, 2019 - 10:18 am

Justme, czytamy ze zrozumieniem. Napisałam „może nie mieć żadnego znaczenia” i to podtrzymuje 🙂

Kamila 5 lipca, 2019 - 10:37 am

Jakbyś pisała o mnie – też byłam średniakiem, przed matmą miałam takiego stresa, że do końca życia go nie zapomnę. Nauczycielka za wszelką cenę chciała mi udowodnić, że jestem tępakiem.
Teraz? Teraz jestem po studiach, podyplomówce, znam języki, jestem całkiem inteligentna. Tabliczki mnożenia do dzisiaj nie umiem całej. Czy mi to przeszkadza? Mam to w d…. Czy przez brak umiejętności podstawowych zadań matematycznych i nieznajomość całek (co to do jasnej cholery w ogóle jest???) jestem gorsza? A w życiu! Czuję się świetnie, robię to co kocham, jestem szczęśliwa 🙂
Pozdrawiam 🙂

Tati 17 lipca, 2019 - 11:28 am

Eliza super tekst. Ja kończyłam szkołę i studia już dawno temu jak jeszcze szóstek nie było. Nie przykładałam się specjalnie do nauki bo same lekacje mi wystarczały. To prawda miałam świadectwa z paskiem ale najlepszą nie byłam. Poszłam na trudne studia i je skończyłam, bez problemu. Dzisiaj uważam, ze jak się nie chce robić kariery naukowej to trzeba iść po najmniejszej linii oporu, zawsze można się podszkolić póżniej. Nie pracuję w zawodzie i musiałam dorobić międzynarodowy MBA. Zaczęłam pracę w korporacji i po 10 latach założyłam swoją firmę. I to jest to, jestem sobie najlepszym szefem. Swoich dzieci nie zmuszam do nauki, nie są najlepsze ale są w szkole, która rozwija różne zdolności u dzieci, sport i hobby. Z tego się cieszę, ze lubią tam chodzić. W tej szkole nie ma czerwonych pasków aby nie powodować wyścigu szczurów. Mam nadzieję, ze dostaną się na jakieś studia w przyszłości jeszcze parę lat zostało i zdobędą zawody, które będą dawać im satysfakcję, bo o to chodzi.

Muszka 29 września, 2019 - 7:34 pm

Ja też byłam średniakiem:) za to z wysokimi ocenami z polskiego,historii ,ale niestety z dysortografią . Kocham książki do teraz i zaraziłam tym mojego synka. Przedmioty ścisłe dla mnie były katorga i chyba dla mojego dziecka też będą no chyba,że jakimś cudem zmieni się to bo mąż inżynier po politechnice wrocławskiej ,

Paweł 4 października, 2019 - 10:14 am

W szkole również byłem średniakiem, ale zachowanie wzorowe. Nie wiem ile z tego zostało w dorosłym życiu, lecz staram się być nadal wzorowy.

Aleksandra 19 listopada, 2019 - 1:52 pm

Eliza, dziękuję za ten post. Rozumiem Cię doskonale. Ja dobrze się uczyłam, ale też bez korepetycji, bez lekcji baletu na siłę, moja mama nie zmuszała mnie do niczego. Trafiłam na podłych nauczycieli, w szkole podstawowej gnębiła mnie pani od plastyki, w liceum naczycielka od angielskiego. W podstawówce jak to dziecko, było mi przykro, w liceum nie zwracałam już na to uwagi. Niepokojący jest jednak fakt, że tak wiele dzieci ma traumatyczne wspomnienia z czasów szkolnych, z miejsca, w którym spędzamy tak wiele czasu jako dzieci.

Zawsze byłam zdania, że to życie nas zweryfikuje. U mnie tak się stało, poradziłam sobie bez jakże cennych rad niektórych nauczycieli, o plastyce już w ogóle nie pamiętam, pani od angielskiego przypomina mi się czasami przez to, że skończyłam studia medyczne w języku angielskim.

pajlo 9 marca, 2020 - 10:59 am

Bardzo dobry artykuł. Sam osobiście uważam że taka presje na wyniki czy oceny to coś, co powinno wychodzić w 100% od nas samych. I wtedy to jedynie ma sens 😉
Pozdrawiam

Selene, a reccles lady 5 października, 2020 - 2:40 pm

Bardzo fajnie i gratuluje wam wszystkim sukcesuf i wspaniałomyślny ch rodziców. Współczuje wszystkim którzy takiego szczęścia nie mają. Ja jestem tą która nie dobrych rodziców. Tak szczerze, mam dwanaście lat. Moi rodzice się rozwiedli z przyczyn bardzo drastycznych. Musiałam się wiele nauczyć. I mieć dużą psychikę ponieważ mam chodziarz po prawie dwuch latach przeprowadzki nadal raz na jakiś czas się na mnie wyżywa. Ja byłam zawsze tą najgorszą, młodsza siostra dała się trochę wkraść w jej serce, łaski, a najmłodsza w zupełności na pewno jest ulubione. Nigdy nie sprawiałam problemów jeśli chodzi o takie jak policja. Nigdy nie miałam czerwonego paska, chociaż brakowało mi w czwartej krasie jakieś 3setne. Nie miałam/ mam głowy do nauki. Może to dlatego że szlam o rok szybciej. Nadal mam 3,4, czy czasem 2,1. Do piątej klasy byłam dosyć dobra z Polaka a do dziś z historii. Nadal uwielbiam te przedmioty. One…według mnie mają bardzo Fajne ciekawostki. Lubię praktycznie wszystkie przedmioty prócz matematyki czy chemi. Byłam raz czy dwa zagrożona ale tyle. Nawet pod koniec roku gdy miałam prawie 1/2 zdołałam zrobić 3. Mama zawsze była mądra. Miała 5/6 nieliczne czwórki czy nie mówić już o trójce. Wymagała tego ode mnie zawsze dobrych ocen. A oczywiście zakażdą choćby 3 czy 4 (ja uważam za dobre to oceny) że jestem głupia i jak ojciec i jego rodzinka. I że nic nie robię tylko siedzię, czytam książki( lubię ksiażki romanse-fantasy) Słabo prawda? Ale mimo wszystko zawsze starałam się jej upodobać. Nawet gdy dostawalam z jakiegoś przedmiotu jak historia 5/6 czasem 4, mówiła że mi się udało i tyle. I jak tu się uczyć pod taką presją.(jeżeli to w ogóle jest presja). Nadal tak jest ale staram się tym za bardzo nie przejmować i grać dalej. Ale…to nadal boli. Staram się rozwijać mój talent plastyczny. Lub napisać książke. Muszę przyznać że moi znajomi/przyjaciele, zwłaszcza Natalia mi pomagają przy książce. Ona też lubi czytać i pomaga dobrnąć do ostatniego zdania. Może kiedyśno mnie usłyszycie. Więc ciesze się że nie którzy mogą liczyć na swoich rodziców. Dzięki i pozdrawiam. Julia Z. ( moje przezwisko może być Selen lub A reccles lady.

Comments are closed.