Przebiegłam maraton!

przez Eliza Wydrych

Zrobiłam to! 9 września przebiegłam królewski dystans, czyli 42 kilometry 195 metrów. Ile i jak się przygotowywałam? Czy miałam trenera i plan treningowy? Jak wyglądał sam bieg i czy przebiegnięcie maratonu było dla mnie morderczym wysiłkiem? O tym wszystkim w dzisiejszym wpisie!

Biegam regularnie od trzech lat, ale dwa ostatnie lata są dla mnie wyjątkowe. Dwa lata temu postanowiłam, że przebiegnę 10km w publicznym biegu, potem moim celem był półmaraton, a teraz maraton!

Połknęłam bakcyla

Zakochałam się w bieganiu, chociaż kiedyś tego szczerze nienawidziłam. Nie potrafiłam przebiec nawet 3 kilometrów. Miałam zadyszkę, bolały mnie płuca i nogi. Dziś to jedna z moich ulubionych dyscyplin sportu. Uwielbiam właśnie takie długie, godzinne-dwugodzinne biegi, kiedy jestem sama ze swoimi myślami. Dla mnie to trochę jak medytacja. Często to właśnie podczas biegania wpadam na nowe pomysłu, mam czas na przemyślenie wielu spraw, poukładanie sobie wszystkiego w głowie. Podczas biegu często słucham audiobooków, konferencji i wykładów mądrych ludzi.

Czy potrzebny jest trener i plany treningowe?

Mam trenera od dwóch lat. Krzysiek @chrisinform perfekcyjnie przygotował mnie do przebiegnięcia pierwszej dychy, półmaratonu i maratonu. Na żadnym z tych biegów nie miałam tak zwanej ściany, zjazdu czy kryzysu. Biegłam równo, miarowo, zgodnie z wytycznymi. Za każdym razem osiągałam świetne wyniki.

Nie wyobrażam sobie pokonywania takich dystansów bez wsparcia profesjonalisty. To może przynieść więcej szkody niż pożytku! Krzysiek co niedziele wysyłał mi plan na kolejny tydzień. Treningi opracowywał bazując na moich poprzednich wynikach. Wyznaczał tempo w jakim mam biec i rodzaj treningu. Zwykle biegałam 3 razy w tygodniu (trening tlenowy, interwałowy, biegi pod górkę), ćwiczyłam też siłowo, dużo się rozciągałam, rolowałam i robiłam ćwiczenia wzmacniające.

Krzysiek jest genialnym trenerem, ma wiedzę i doświadczenie. Ufam mu 100%, a moje wyniki mówią same za siebie. Jeśli jesteście zainteresowani współpracą z nim, piszcie do niego śmiało. Gwarantuje, że będziecie zachwyceni i dokonacie rzeczy, o jakich dziś nawet nie śnicie 🙂

Maraton

Jeszcze rok temu ten dystans był poza moim zasięgiem. W sensie, był niewyobrażalnie długi. Zawsze miałam ogromny szacunek do tego dystansu, a teraz miałam zmierzyć się z nim twarzą w twarz.

W niedziele przebiegłam mraton bez większego problemu. Serio! To był mój najlepszy i najprzyjemniejszy bieg w życiu. Zero ścian, zero zjazdów czy kryzysów. Na stopach nie mam nawet jednego pęcherza. Biegłam z uśmiechem na ustach, chłonęłam atmosferę, rozmawiałam z ludźmi na trasie i rozpierała mnie duma po każdym przebiegniętym kilometrze. Pierwsze 20 kilometrów zleciało mi błyskawicznie. Oczywiście, czułam ból w nogach, ale taki sam ból czułam zarówno na 20 jak i na 40 kilometrze.

Od wielu osób słyszałam, że od 30 kilometra zaczyna się prawdziwa walka, że te ostatnie 12 kilometrów to droga przez mękę. Na tym końcowym dystansie liczy się silna psychika, bo to ona przejmuje kontrolę, kiedy ciało odmawia posłuszeństwa. Przyznam, że byłam tego zjazdu ciekawa. Chciałam sprawdzić jak w tak ekstremalnej sytuacji poradzi sobie moja psychika. Czy przezwyciężę kryzys i dam radę dobiec do mety?

Nie było mi dane się o tym przekonać, bo żadnego kryzysu nie miałam. Każdy z 42 kilometrów przebiegłam w tempie 6:47-6:50. Zobaczcie sami na te wyniki, no przecież to jest wręcz niemożliwe by biec tak równo! 🙂

Byłam świetnie przygotowana zarówno fizycznie jak i psychicznie. Ogromnym wsparciem był też Mat, który postanowił, że pobiegnie ze mną, chociaż sam mógł skończyć ten bieg o niebo szybciej. Mając go u swego boku było mi raźniej, czułam się bezpieczniej i pewniej. Wpieraliśmy się wzajemnie i to było naprawdę fajne doświadczenie 🙂

Chcę więcej!

No tak to właśnie jest, że jak człowiek osiągnie cel, to ma ochotę na więcej. Myślałam, że maraton to będzie największe wyzwanie mojego życia, ale teraz ostrzę pazurki na triathlon. Czuję, że triathlon olimpijski jest totalnie w moim zasięgu, muszę tylko pocisnąć jazdę na rowerze i udoskonalić technikę pływania. Triathlon łączy wszystko co lubię, jazdę na rowerze, pływanie i bieganie. Chcę się sprawdzić. Wiem już ile może znieść moje ciało i psychika, potrzebuję kolejnych wyzwań i motywacji do treningów.

Regeneracja

Po każdym treningu dbałam o regeneracje. Korzystałam z sauny, robiłam zimne prysznice i wylegiwałam się w wannie z gorącą wodą oraz solą bocheńską. Kupiliśmy wiadro takiej soli, bo okazało sie, że kąpiel solankowa odpręża, zmniejsza bóle mięśni, stawów i wzmacnia organizm.

Kolejnym mocnym punktem naszej regeneracji jest dziesięcioprocentowy olejek CBD. Zaczęliśmy je kupować dla Rocky’ego (5% stężenie) by ograniczyć ataki padaczki. Efekty były niesamowite, co było dla nas naprawdę wielką sprawą. Jak zaczęliśmy o CBD więcej czytać, dowiedzieliśmy się, że m.in wspomaga regenerację i zmniejsza stany zapalne. To brzmiało dla nas idealnie. Po kilku konsultacjach z ludźmi, którzy mają w tym temacie sporą wiedzę zaczęliśmy suplementację. Uważam, że to niezwykły produkt i ludzie powinni dowiedzieć się o jego dobroczynnym działaniu. Jeśli jesteście głodni informacji, znajdziecie je m.in tutaj.

Podsumowując

Zabawne, kiedyś naprawdę miałam problem z przebiegnięciem 3km. Gdybym sobie wtedy wmówiła, że to nie dla mnie, że nie dam rady, że się nie da to 3km wciąż byłyby moim maratonem. Podwyższyłam poprzeczkę BO MOGŁAM. Wy też możecie 🙂

PS Zobaczcie moją relację z półmaratonu i z biegu Powstania Warszawskiego (pierwsze 10km)

 

ZOBACZ TAKŻE

34 komentarze

Izuch 13 września, 2018 - 8:54 pm

Mam podobną sytuację z chodzeniem po górach. Kiedyś tego nienawidziłam, największa kara, w góry jeździłam tylko zimą na snowboard. Aż nagle , w któreś wakacje pokochałam chodzenie w górach. Tam człowiek tak prawdziwie odpoczywa, nie myśli o targetach w korpo, o zawalonej skrzynce. Tam się liczy pokonanie każdego kolejnego kilometra, zwykła zupa w schronisku, myśli się nad tym żeby dojść bezpiecznie na szczyt. Wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Oczywiście, że boli, że czasem przeklinam pod nosem co mnie podkusiło ale moment kiedy stajesz na szczycie, bierzesz głęboki wdech i czujesz wolność wynagradza wszystko 🙂 mój ostatni dystans to 26 km- 10 godzin i przyznam, że mięśnie momentami paliły tak, że chciałam wracać jednak chęć wejścia na szczyt wygrała. Po zejściu na dół zapomniałam o całym tym bólu 🙂

Ola 13 września, 2018 - 8:54 pm

zazdroszczę tej siły ? w pozytywnym znaczeniu oczywiście ?ja marze by biegać i biegać i biegać i co zacznę odpadają mnie bóle kolan…ale zawzielam się tym razem i wierzę że i mi kiedyś uda się coś przebiec 🙂 Może nie maraton ale każdy metr jest dla mnie ważny…narazie powoli do małych celów ?pozdrawiam

Agnieszka 13 września, 2018 - 9:06 pm

Moje marzenie nauczyć się biegać i polubić bieganie a czytając wpis widzę, że się da☺️ Super motywacja!

Eliza Wydrych Strzelecka 13 września, 2018 - 9:21 pm

Aga, pewnie, że się da!!!!

Gabrysia 13 września, 2018 - 9:16 pm

Hej, Gratuluję maratonu!! Jestem pod wrażeniem tak równego tempa! Pamiętam, jak mówiłaś kiedyś, że maraton dla Ciebie jest po prostu taką rzeczą do „odhaczenia” na Twojej liście i zapomnienia a tu proszę – apetyt rośnie w miarę jedzenia! i super 🙂 Czy Twój mąż również chce wystartować w triathlonie?

Ja w tym roku zaliczam półmaraton i już nie mogę się doczekać, a tydzień temu brałam udział w Festiwalu Biegowym w Krynicy Zdrój – bardzo polecam, cudowna atmosfera, mnóstwo ludzi i pełne spectrum zawodów, w których można wziąć udział – od dystansów 5km po ultramaratony 100km 🙂 To prawda, że bieganie i zawody potrafią wciągnąć, często wystarczy tylko odrobina wytrzymałości w początkowym procesie budowania wytrzymałości a potem już się łapie to uzależnienie 😉

Eliza Wydrych Strzelecka 13 września, 2018 - 9:20 pm

Mat chcę wystartować ale w Iron Manie 😛

Agnieszka 14 września, 2018 - 12:12 pm

Mat to Twój mąż?

tymianek 13 września, 2018 - 9:17 pm

Szacun! Ogromne gratulacje za pokonanie tego dystansu. Od 2 lat nie mogę przebiec więcej niż 5 km. Wiem, że trenuje nieregularnie, bez planu, robię za długie przerwy.
Kiedyś marzyłam o półmaratonie, teraz nie dałabym rady na 10 km.
W grudniu chcę znów spróbować w biegu na 5 km i będę szczęśliwa jak przebiegnę w mniej niż 30 minut.

Eliza Wydrych Strzelecka 13 września, 2018 - 9:51 pm

Kwestia treningów i przebiegniesz nawet maraton! 🙂

Lidka 13 września, 2018 - 9:39 pm

a ja po prostu cieszę się z Tobą. A nawet opowiadam, że znajoma przebiegła maraton 🙂 i jestem z niej dumna!

Eliza Wydrych Strzelecka 13 września, 2018 - 9:51 pm

Awww Kochana!!! 🙂

Ania 13 września, 2018 - 10:27 pm

Eliza, a jaki najdłuższy dystans przebiegłaś przygotowując się do maratonu?
Lubię biegać, ale niestety zaprzestaję jak za oknem robi się zimno i szybko ciemno, bo najbardziej lubię biegać wieczorami. W tym roku chciałam spróbować swoich sił w półmaratonie, ale jak byłam w końcu zdecydowana, to nie było już pakietów startowych ( bieg miejski na 10 km mam już za sobą 😉 ), ale po Twojej relacji znów mam chęć spróbować (widziałam tą atmosferę nocnego półmaratonu i chciałabym ją również poczuć!).

Eliza Wydrych Strzelecka 13 września, 2018 - 10:56 pm

Najdłuższy dystans przed maratonem to 24,5km! 🙂

Malwina 13 września, 2018 - 10:29 pm

Bardzo Ci gratuluję! Strasznie się cieszę twoim osiągnięciem i szczerze ci kibicowałam! W dniu Twojego biegu wchodziłam co jakiś czas na twoje instastories czy już jesteś po 😉 bardzo lubię takie wpisy, o tym jak realizujesz cele, i stawiasz sobie nowe bo działa to na mnie motywujaco. A myślałaś o wpiscie jak się wogole zaczęła twoja przygoda z bieganiem? Co robiłaś że przebiegałaś te pierwsze 3km? Ja chce się wziąć za bieganie właśnie teraz w jesień, ale uwierz mi że przebiegniecie bez zatrzymania 1km jest dla mnie trudne. Przez długi czas nie mogłam ćwiczyć ze względu na nadczynność tarczycy i trochę się rozleniwiłam.. Pozdrawiam serdecznie

Eliza Wydrych Strzelecka 13 września, 2018 - 10:56 pm

Malwina, dziękuję za wsparcie!!! 🙂

Co zrobiłam? Po prostu truchtałam na zmianę z szybkim chodem. W końcu wydłużałam trucht i nie czułąm już potrzeby zwalniania. Małymi kroczkami!

Karolina 13 września, 2018 - 10:36 pm

Sól bochenska.. Pozdrawiam z Bochni! 🙂

Kinga 13 września, 2018 - 10:41 pm

Kiedy opisujesz, że byłaś tak silna psychicznie, zero zjazdów i kryzysów, to przypomina mi się mój poród, z resztą często poród porównuje się właśnie z maratonem. Byłam gotowa na różne czarne scenariusze, ale tak nie było! Byłam bardzo silna, ani przez chwilę nie zwątpiłam, nie panikowałam, czekałam spokojnie na kolejny skurcz, a kiedy córka już się urodziła to aż się zdziwiłam, bo byłam w stanie wytrzymać jeszcze więcej. Tak jak Ty przygotowywałam się zarówno fizycznie jak i mentalnie i było na prawdę dobrze. Zainspirowałaś mnie do przebiegnięcia maratonu, czuję że mogłabym dać radę, a Ty kiedy zajdziesz w ciążę, to nie bój się porodu, bo skoro jesteś tak silna, to z pewnością będzie to dla Ciebie pestka!

Klaudia 14 września, 2018 - 12:59 pm

Gratulacje wytrwałości, chciała bym mieć podobnie ale na to potrzeba czasu i cierpliwości. Jeszcze raz gratulacje , chyba staniesz się moją motywacją. 😉

Marlena 14 września, 2018 - 2:55 pm

Eliza, biegasz po chodniku, betonie? Pobiegłam pare razy po 5czy 7km i czuje, że to ma negatywny wpływ na kolana, a jednkczniesnie nie mam jak inaczej biegać, niż po chodniku. Dużo mówi sie o negatywnym wpływid na stawy i sama nie wiem co teraz, bo bieganie bardzo rozjasniało mi unysł.

Ewa Macherowska 14 września, 2018 - 3:17 pm

Ja też mam wielką ochotę zacząć biegać! 🙂

Paweł Wysocki 14 września, 2018 - 8:23 pm

Gratuluję ukończenia biegu na dystansie maratońskim! 😉

Doganiam Motyle 14 września, 2018 - 8:59 pm

Cieszę się, że piszesz o olejku CBD w kontekście leczenia padaczki. Oj jaka batalie stoczyli rodzice chorych dzieci o możliwość leczenia olejkiem, to tylko oni wiedzą.

Martu_Basinek 14 września, 2018 - 9:47 pm

Brawo, gratuluję bardzo 🙂
A z ciekawości: dlaczego właśnie ten wrocławski maraton?

Cookimania 15 września, 2018 - 6:34 pm

Ja dopiero zaczynam swoją przygodę z bieganiem, ale to cudowne uczucie gdy z dnia na dnień czujesz, że możesz więcej i chcesz biec więcej 🙂 mam też podobnie z jazdą na rowerze 😉
I lubię ten czas kiedy jestem tylko ja i moje myśli, to swojego rodzaju odpoczynek, czas na przemyślenie różnych spraw czy chociaż ułożenie sobie wszystkiego w głowie 😉

Kinga 15 września, 2018 - 9:51 pm

Świetnie. Gratulacje. Bieganie zdecydowanie nie jest dla mnie 😉

Iwona 16 września, 2018 - 7:28 am

Ogromny szacun! Ja kiedyś biegałam na zawodach takich szkolnych tylko ale teraz juz dawno nie biegalam i na pewno byloby mi ciezko . Duza prace wykonałas. Brawo Ty 🙂

Sara 17 września, 2018 - 8:41 am

Gratuluję przebiegnięcia maratonu i jestem pełna podziwu <3 chciałabym aby i mnie kiedyś to się udało. Na razie robię małe podchody do tego i ćwiczę regularnie bieganie na razie na bieżni. Chciałabym w czerwcu następnego roku przebiec Armageddon Chalangge w Janowcu, będzie mega ekstremalnie i już nie mogę się tego doczekać, mam nadzieję że uda mi się zrobić formę życia do tego czasu. A za Ciebie trzymam kciuki, żeby udało się z tym triathlonem.

Daria 18 września, 2018 - 2:14 pm

Świetnie! Mojej gratulacje , ja niestety jeszcze nie czuję się na maraton, ale w przyszłym roku planuję też przebiec pierwszy w życiu:) Musi to być niesamowite uczucie, jeśli już uda się to zrobić.

Bea 18 września, 2018 - 2:56 pm

GRATULACJE! 🙂

kashienka z OdkrywajacAmeryke 18 września, 2018 - 5:26 pm

Gratuluję z całego serca <3 Bardzo Ci kibicowałam i trzymałam kciuki, gdy powiedziałaś, że szykujesz się do maratonu.
Ja miałam cel by przebiec półmaraton i udało się go zrealizować w zeszłym roku. Po biegu powiedziałam sobie, że NIGDY WIĘCEJ.. 😉 Mój błąd był taki, ze trenowałam bez pomocy kogos madrzejszego w tym temacie i z zerową wiedzą o przygotowaniu sie do takiego biegu. Popełniłam wszystkie możliwe błędy! Gdybym jeszcze kiedys zapragnela podnieść sobie poprzeczkę (co ja gadam w ogóle?!:D miało być nigdy!) to na pewno zdecydowałabym się na pomoc specjalisty 🙂

Damskie Sprawy 19 września, 2018 - 11:52 pm

Cóż mogę napisać? Po prostu gratulacje. Jesteś najlepszym przykładem że człowiek może „przenosić góry”, choć z początku to wydaje się niemożliwe…

Szyciownik 27 września, 2018 - 5:46 pm

Cześć,
Niesamowite! Dla mnie to niewyobrażalna odległość i na maksa Cię podziwiam 🙂 szacun!!
Pozdrawiam,
Kasia

Kasia 29 października, 2018 - 11:39 am

Eliza, czy mozesz mi napisac jak radzilabys daekowac 10% olejek u doroslego mezczyzny w celu wspomagania leczenia depresji? Waga 100kg jesli to istotne. Wiem, ze nie jestes lekarzem i wogole, ale tak z doswiadczenia co bys doradzila?

Eliza Wydrych Strzelecka 29 października, 2018 - 11:43 am

Kasia, niestety nie mam pojęcia, ale napisz do [email protected] jestem przekonana, że odpowiedzą na Twoje pytania 🙂

Comments are closed.