O tym jak wielkim logo chciałam wypełnić pustkę

przez Eliza Wydrych Strzelecka
46 komentarzy

Pierwszą markową torebkę kupiłam w wieku 20 lat. To była czarna, skórzana prostokątna torebka Calvin Klein z wyraźnym logo. Nie wiem co spodobało mi się bardziej, nietypowykształt, pojemność tej torebki czy to wielkie logo. No dobra wiem, logo. I to dla tego logo zapieprzałam na dwie zmiany przez miesiąc w angielskim hotelu i indyjskiej knajpie. Torebkę znalazłam w tkmaxx i co tydzień sprawdzałam, czy jeszcze jest dostępna. Czekała na mnie, a raczej na ciężko zarobione przeze mnie funty. Czy poczułam się dzięki nie lepiej? Helll yeahhh!!! Czułam się jak ktoś ważny, ktoś to dołączył do elitarnego grona ludzi coś wartych.

To jest dokładnie TA torebka

“Żeby coś znaczyć, musisz mieć”

Tak to wtedy postrzegałam, jeszcze nie wiedziałam, że kupując tę (a potem ogrom innych torebek) chcę wypełnić pustkę. Głęboki krater, który powstał w dzieciństwie. Żeby coś znaczyć, musisz MIEĆ. Takie było wtedy moje przekonanie.

Kiedy nie było mnie stać na torebki Prady, Chanel czy LV kupowałam drobiazgi. Kolczyki chanel (oczywiście w kształcie logo marki), brelok Miu Miu, portfel Prady, bransoletkę Tiffany&Co, pokrowiec na telefon od Mulberry. Zawsze chciałam mieć coś z LV, ale nie było mnie tam stać nawet na głupi brelok. Kupowałam te pierdoły i czułam się lepiej. Czułam, że należę do grona klientów tych wielkich domów mody. Wystarczyło, że kupię coś najtańszego z oferty i już mogłam poczuć się coś warta. Wydawałam na te pierdoły mnóstwo kasy, no ale przecież, żeby coś znaczyć trzeba mieć, nie?

obroża dla Rambo…

Nie da się kupić poczucia własnej wartości

Potem kiedy już było mnie stać, kupowałam mnóstwo torebek. Jedna po drugiej. Zaczęło się od torebek Michaela Korsa za 1500zl, a skończyło na LV za 12 000zl. Właśnie sobie przypomniałam, że nawet psu kupiłam obróżkę LV w kolorze mojej torebki. Co roku aktualizowałam listy wymarzonych torebek. To nie miało końca. Wtedy jeszcze nie widziałam, że nie da się kupić poczucia własnej wartości. To poczucie powinno wychodzić ze środka, a nie z zewnątrz.  Jeśli poczucie własnej wartości jest zbudowane na zewnętrznych aspektami takich jak pieniądze, status, rozpoznawalność, partner/partnerka, dziecko, praca, dom, samochód – to ma ono kruchą podstawę. Jest jak zamek z piasku. Wystarczy, że stracisz pieniądze, szacunek ludzi, partnera, pracę czy dom i zamek znika przykryty falą. Zostaje mokry piach.

A tu moja garderoba 7 lat temu, chciałam by torebki były wystawione jak eksponaty. I większość faktycznie jak ten eksponat leżała nietknięta. Cieszyła oko i wzmacniała moje fałszywe poczucie własnej wartości

Jesteś wartościowa/y. Kropka

Ta życiowa prawda nie spadła na mnie jak grom z jasnego nieba, nie oświeciło mnie nagle podczas wycierania kurzu z moich torebek. Ja do tej prawdy docierałam ciężką robotą na psychoterapii. Tydzień po tygodniu przekopywałam gruz, taplałam się w bagnie, wylewając morze łez. Na wieść o moich wewnętrznych kraterach, pustkach, które tak bardzo pragnę zapełnić Pradą, Burberry i Louisem Vuittonem zrobiło mi się siebie szkoda. Uwierzyłam kiedyś światu, że żeby być trzeba mieć i chciałam mieć dużo. I miałam dużo. Tylko czy kiedykolwiek dało mi to prawdziwe poczucie szczęścia i spełnienia? Nigdy. Ciężko mi było pojąć, że ja z automatu jestem wartościowym człowiekiem. Żeby BYĆ, nie potrzebuje MIEĆ. Wystarczy, że jestem.

Biżuteria Chanel. Wszystko drogie jak cholera, a jakość naprawdę marna. Perły w kolczykach – sztuczne, diamenciki okazały się cyrkoniami. Cyrkonie odpadły po pół roku.

Nie oceniam siebie sprzed lat negatywnie, nie wyśmiewam tego okresu, ani nie demonizuje. Taka byłam, tak myślałam. Może wtedy nie byłam na tyle dojrzała by zrozumieć co naprawdę stoi za kolekcjonowaniem torebek. To wszystko miało się wydarzyć, taka była moja droga, dzięki niej jestem dziś tutaj. Mądrzejsza o to doświadczenie, bardziej świadoma.

Jak wypełnić pustkę?

Na terapii dowiedziałam się gdzie mają źródło moje pustki i kratery. Skąd pochodzą i kto jest odpowiedzialny za to, że powstały w tak małym, niewinnym, bezbronnym dziecku. Zobaczyłam tę małą dziewczynkę (zdjęcia były bardzo pomocne) i pochyliłam się nad nią, współczułam jej, empatyzowałam, dużo z nią przepłakałam. I choć jako dorosła kobieta rozumiem, dlaczego rzeczy się działy, to ta mała dziewczynka nie rozumiała (i nie musiała!), czuła się samotna, zraniona. Miała do tego prawo. I wiecie co? Emocje tych dzieci, (którymi niedawno byliśmy) ciągle są w nas. TAK! Są w nas, tylko wyparliśmy te wszystkie smutne wspomnienia i uczucia do nieświadomej części. A nieświadomość to taki obszar, w którym coś takiego jak CZAS nie istnieje. Nie ma tam zegara, który odlicza godziny, miesiące, lata. Wiec dla naszej nieświadomości nie ma znaczenia, że mamy dziś 20-30-40 lat. Doświadczenia przeżyte w wieku 3 -7– 10- 15 lat są wciąż w nas żywe! I czy chcemy, czy nie wpływają na nasze myślenie, zachowanie, działanie. One je determinują.

Sporo mówi się teraz o wewnętrznym dziecku, niektórych już mdli na samą myśl. Prawda jest taka, że dopóki się nad nim nie pochylimy, nie uznamy, że jest, nie zatroszczymy się o tę swoją dziecięcą część, dalej będziemy bezskutecznie próbowali zapełniać pustki i kratery. Ja sobie wymyśliłam kolekcjonowanie drogich dodatków, ale też emocjonalne zajadanie (jak tylko jest jakieś napięcie, stres czy złość to wcinam chipsy i czekoladę na zmianę), inni wpadli w alkoholizm, pracoholizm, depresje itd.

I na koniec

Żeby nam wszystkim było raźniej, powiem, że wszyscy w tym siedzimy. Każdy z nas wychowywał się w dysfunkcyjnej rodzinie, jedni w bardziej dysfunkcyjnej, inni w mniej, ogólnie rzecz biorąc każdy z nas ma do posprzątania. To zupełnie powszechne, że rodziny są w jakimś stopniu dysfunkcyjne. W jednych jest alkoholizm, w drugich przemoc, w trzecich chłód emocjonalny, w jeszcze innych zwalanie winy dorosłych na dzieci, nadopiekuńczość, rozwód i angażowanie w to dzieci, uwieszenie się na dzieciach, opuszczenie, fatalna relacja między rodzicami, mianowanie dzieci na swoich partnerów… Mogłabym tak wymieniać bez końca.

To, co wydarzyło się w dzieciństwie ma na nas potężny wpływ.

Oczywiście każdy z nas ma też wolną wolę i nie musi pracować nad sobą, jeśli nie chce. Może to jeszcze nie jest Twój moment, a może nie chcesz, bo wiesz jaki syf jest do przerobienia? Może po prostu nie masz na to siły i wolisz żyć tak jak żyjesz. To jest Twoje życie, ty decydujesz. Ja już miałam dość tego, że coś, czego nie rozumiem kieruje moim działaniem. Chciałam przejąć kontrolę nad swoim życiem, pozbyć się przekonań, jakie ktoś mi kiedyś włożył do głowy, poodklejać łatki, jakie na mnie ponaklejał (grzeczna, skromna, katoliczka, rezygnująca z siebie dla innych).

Dzięki terapii odkrywam prawdziwą siebie i wiecie co? To jest absolutnie cudowne widzieć prawdziwą siebie, robić to, co chce, a nie co wypada, chronić się przed innymi, stawiać granice, mieć odwagę i czuć się jak cudowna istota, a nie jak problem, czy grzech.

Jestem ciekawa czy zaczęliście prace z wewnętrznym dzieckiem, odnajdujecie się w mojej historii? Czy może zupełnie nie?

 

 

 

PS Wyprzedaje właśnie większość moich markowych rzeczy. Zostały już tylko dwie torebki. Louis Vuitton Twist MM (cena w butiku 12 000zł) torebka pięcioletnia z kilkoma śladami użytkowania 6700zł.

I kolejna. Celine Boston Mini Luggage, 5 letnia, delikatne ślady użytkowania. Cena w butiki ok 9000zł, moja cena 6500zł

Piszcie na maila eliza.wydrych(małpa)gmail.com

 

46 komentarzy
17

ZOBACZ TAKŻE

46 komentarzy

Agata 7 października, 2020 - 12:17 pm

To dzięki tobie zaczęłam terapie …Jestem na samym początku , ale bardzo się cieszę ze podjęłam taka decyzje . Nie jest to przyjemne , wręcz bardzo traumatyczne przeżycie na chwile obecna . Mimo wszytko wieże ze ma to sens , i umawiam kolejne spotkania na których stawiam się punktualnie i systematycznie . Wiem ze to najlepsza droga jaka mogłam wybrać i bardzo wieże ze na końcu tej drogi jestem Ja ! Ta prawdziwa Ja ! Która bardzo mocno pragnę poznać . Bardzo ci dziękuje .

Odpowiedz
Eliza Wydrych Strzelecka 7 października, 2020 - 12:19 pm

Agata brawooooooo! Bądź z siebie dumna. To trudna droga, ale warta każdej sekundy 🙂

Odpowiedz
Judyta 7 października, 2020 - 12:32 pm

Och..tak:) To temat ktorego podjelam sie rok temu, rowniez walcze o soebie i prawdziwe poczucie wlasnej wartosci;) nie to o ktorym mowisz “podbite” potrzeba posiadania. Narazie udalo mi sie dotrzec samej (aczkolwiek mysle rowniez o psychoterapii) do naprawde pieknego miejsca i powoli odcielam wszystkich ludzi ktorzy emocjonalnie wymuszali na mnie jakies pozadane przez nich zachowania, zrozumialam ze bylam ich swego rodzaju “niewolnikiem”. Kazdy czegos odemnie oczekiwal, probowalam tym oczekiwania sprostac, a kiedy to mi sie nie udawalo, “biczowalam” sie w myslach co tym razem zle zrobilam lub powiedzialam, moje potrzeby i uczucia zupelmie nie mialy tu racjii bytu, bo poprostu byly skutecznie zagluszane. Szukanie poczucia akceptacji i przynaleznosci do kogos/czegos jest naprawde zgobne i zdanie sobie z tych rzeczy sprawe otwiera naprawde oczy na prawde i zycie zgodne z samym soba. Praca nad soba pomogla mi odzyskac siebie i zrozumiec moje emocje, jak i kontrole nad nimi. To naprawde cudowny stan! Pozdrawiam cieplo i zycze ogromu pozytywnej energii. xx

Odpowiedz
Natalia 7 października, 2020 - 1:16 pm

Tak czytam i czytam ten artykuł i jestem przekonana ze terapia jest mi wręcz niezbędna ….. Jestem z rodziny dysfunkcyjnej ale boję się terapii a jeszcze bardziej jej skutków. Ja z kolei w dzieciństwie utwierdzana przez rodziców że nic ze mnie nie będzie i że najbardziej w życiu im dzieci nie wyszły – nie mam żadnego poczucia własnej wartości. Po twoim artykule widzę że próbuję ją wypełnić zakupami różnych rzeczy które w zasadzie mnie nie cieszą 🙁

Odpowiedz
Eliza Wydrych Strzelecka 7 października, 2020 - 3:13 pm

Wszystko co dla nas nowe może przestraszać. PSychoterapia na szczęście przestaje być stygmatyzowana i przestaje być tematem tabu. Cudownie, że sama powiedziałaś, że terapia Ci potrzebna, wielu ludzi nawet nie chce w ten sposób pomyśleć, tak bardzo się boją. A ty to napisałaś publicznie. To pokazuje, że jest w Tobie ogromna siłą i odwaga!

Jestem z Tobą i ściskam mocno 🙂

Odpowiedz
Ania 7 października, 2020 - 9:45 pm

Ja myślę o terapii od dawna. Na razie tylko myślę i doszłam do wniosku, że to krok, który wymaga ogromnej odwagi… Jeszcze się zbieram, może się kiedyś zbiorę.

Odpowiedz
Morel 7 października, 2020 - 1:26 pm

Mam tak i do dzis na własny użytek nazywam to syndromem biedy 😉 gdy pracowałam za najniższa krajowa na pełnym etacie i studiując dziennie największy % moich wydatków stanowiły ubrania (z sieciówek oczywiście, „dużych Marek” używam tylko perfum, aaa i raz w lumpie kupiłam płaszcz Burberry, który w chwili finansowego niebytu pchnęłam na Allegro). Jestem w pełni tego świadoma, teoretycznie mam to przerobione, a jednak dziś trochę za bardzo stroję swoje dzieci 😉 najlepsze jest to, ze w domu wcale nie było biedy. Obydwoje rodzice pracowali, jeździliśmy co roku na wakacje, nie było przemocy ani alkoholu, ja chodziłam do szkoły muzycznej. Po prostu rodzice nie zarabiali kosmo kasy, a ja w internacie trafiłam na duzo zamożniejsze towarzystwo i to wystarczyło. Jestem pewna, ze na sięgające dna poczucie własnej wartości wpływ miało tez ciężkie zakompleksienie mojej mamy i wychowanie w duchu „przepraszam, czy można”. Do dziś często jej radzę, by po prostu robiła swoje i zlewała opinie innych, zwłaszcza nieżyczliwych jej osób.

Odpowiedz
Ania 7 października, 2020 - 1:29 pm

Pamiętam czasy, w których w komentarzach pod Twoimi postami o koszmarnie drogich torebkach i ciuchach pojawiały się wypowiedzi przekazujące to, o czym Ty teraz mówisz. Dziewczyny pisały, że te drogie rzeczy pewnie rekompensują Ci jakieś kompleksy, wypełniają pustkę. Pamiętam jak bardzo się oburzałaś wtedy, jak to negowałaś. I nic w tym złego! Jak sama mówisz – byłaś wtedy w innym miejscu i na innym etapie, a część tych komentarzy (na pewno nie wszystkie) mogła wynikać z zazdrości. Jednak okazuje się, że było w nich ziarno prawdy. To też pokazuje, że warto czasem skłonić się ku refleksji, wynikającej z wniosków, które wysyła nam otoczenie. Nie brać może wszystkiego do siebie, nie pozwolić innym wchodzić nam na głowę, manipulować i ustawiać nam życie, ale samokrytycznie zastanowić się czy może w tym co mówią jest jednak trochę racji, bo nie wszyscy mają złe intencje. Ciężko nabrać pokory i zauważyć w sobie pewne schematy. Jak sama mówisz – to proces, często wieloletni. Tym bardziej jestem z Ciebie dumna. Jestem tu z Tobą od 7-8 lat, widzę jak się rozwijasz, jak dojrzewasz. Widziałam jak z zapatrzonej w wielkie loga, trochę infantylnej dwudziestolatki, stałaś się świadomą i w pełni dojrzałą kobietą. To wspaniałe. Jak to mówisz – duma milion! <3 Trzymam kciuki za Twój rozwój i uporanie się z demonami przeszłości. Wierzę, że rozprawisz się z tym perfekcyjnie! Przesyłam uściski i wsparcie 🙂

Odpowiedz
Eliza Wydrych Strzelecka 7 października, 2020 - 3:11 pm

Myślę, że każdy ma swój czas i swoją dojrzałość do rozumienia pewnych rzeczy. Ja absolutnie nie żałuje tego okresu, nie uważam, też ze to co robiłam było infantylne, bo fakty są takie, że pokazywanie drogich marek sprawiało, że miałam kontrakty reklamowe z firmami, które chciały się pokazac w otoczeniu luksusowych marek. Fakt, że na blogu pojawiały się marki, wypozycjonował mnie na rynku w pewien sposób i oczywiście, że czerpałam z tego korzyści. Z resztą to była prawda, że większość tych torebek była swego rodzaju inwestycją, czy to w wizerunek czy realna (bo większość z nich sprzedawałam z zyskiem).

łatwo siedzieć i pisać komuś by nabrał pokory, by się opamiętał, a ja sobie myśle, że kim my jesteśmy by komukolwiek tak pisać? Każdy ma swoją drogę, swoje życie do przeżycia. Na jedne treści jesteśmy gotowi, inne do nas nie docierają i nie muszą jeśli tego nie chcemy.

Twoj komentarz jest troche taki, że tamta Eliza była be, a ta teraz jest super fajna i jesteś dumna. A ja uważam, że tamta Eliza też była świetna i przekazywała dużo ciekawych i wartościowych treści. Bo oprócz torebek już wtedy była kategoria psychologia, mega poczytna i mega ważna. Może nie byłam taka świadoma i dojrzała jak teraz, ale kurde… miałam 20 coś lat, absolutnie tego od siebie nie wymagałam.

Niech każdy żyje swoim życiem i pozwoli żyć innym. Pozwoli na ich błędy, porażki bez mądrzenia się, że “a nie mówiłam”. Nikomu to nie pomaga 🙂

Odpowiedz
Znajomo nieznajomy i rudy 7 października, 2020 - 9:52 pm

A ja uważam że troszkę w tym tekście zostało wszystko na dmuchane. Ja sam osobiście uważam że każdy jest sobie w stanie z tym wszystkim poradzić sam ewentualnie z pomocą ukochanej osoby. By najmniej ja tak mam. Moja żona mi we wszystkim pomaga kocham ją i znam wszystkie swoje wady doskonale tak samo jak zalety. Jestem dumnym ojcem i mężem głową rodziny (szyją jest żoną bez niej głowa nie pracuje😁). I może tak staram się za bardzo dla dzieci ale potrafię się od tego odcinać jeśli jest taka potrzeba i odpocząć emocjonalnie. Dlatego teraz chciał bym zadać pytanie bardzo liczę na odpowiedź. Czy ta terapia jest według ciebie niezbędna?
P.S. znam cię “dość” dobrze i szczerze bardzo bym chciał teraz z Tobą porozmawiać na żywo tym bardziej że za sobą nie przepadalismy.

Odpowiedz
Eliza Wydrych Strzelecka 8 października, 2020 - 9:52 am

Cześć Łukasz! 🙂

Psychoterapia polepsza jakość życia, to na pewno. Może pomóc w wielu przypadłościach, chorobach (np. psychosomatycznych), alkoholiźmie, depresji itd. Psychoterapia też uwalnia od przekonań, jakie zostały nam narzucone w okresie dzieciństwa, dojrzewania, dorosłości. Mamy ogrom przekonań w sobie, które determinują naszym zachowaniem. I choć to się wydaje błahe to tak naprawdę to ma potężny wpływ na to jakimi jesteśmy ludźmi, mężami, żonami, partnerami, przyjaciółmi, rodzicami, dziećmi, pracownikami, pracodawcami itd. To wpływa na nasze życiowe role, czasem bardzo negatywnie, a czasem nawet destrukcyjnie.

Terapia otwiera na to oczy. Ale czy jest konieczna? Myśle, że to wybór każdego. Jak ktoś ma próchnice to może iść do dentysty. Czy to jest konieczne? Sugeruje się, by ktoś poszedł, bo potem ta próchnica może doprowadzić do tego, że stracimy zęba, albo będziemy bardzo cierpieć z bólu. Można to w pewnym momencie zatrzymać, wyleczyć zęba, a można to zostawić.

Odpowiedz
Kk 7 października, 2020 - 1:31 pm

Ja doświadczyłam tego tematu troche z innej strony, wychowywałam się w totalnie przeciętniej rodzinie, niczego nam nie brakowało ale też w domu nigdy nie było specjalnie drogich i markowych produktów. I ja faktycznie czulam jakas taka presję wewnętrzna ze jak już mnie będzie stać to sobie w koncu kupie ta markowa torebke jakby to miał jakiś być wyznacznik sukcesu. Ale jej nigdy nie kupilam. Dlaczego? Bo generalnie ja pomimo bardzo wielu zachwiań i problemów psychologicznych zawsze kierowałam się bardzo mocno rozsądkiem i mój rozsądek nie pozwalal mi ulegać takim “bzdurom” jak chec kupna drogiej torebki. I powiem ze nawet przez pewien okres czasu się z tym zle czulam, bo chcialam a jednak czulam wewnętrzny ban. Z pół roku temu chcialam siebie nagrodzić, mialam za sobą ciezki rok, odłożyłam troche kasy i strasznie chcialam sobie zrobić nagrodę w postaci torebki do jakies 1500 zł. No i nie potrafiłam dodać do koszyka takiej drogiej torebki. Skoczyłam z daelam życia w postaci skórzanej torebki przecenionej z 300 na 120 zł. I tyle byłoby jeśli chodzi o luksus w moim przypadku 😄. I dopiero teraz widzę że to przecież super. Jeśli jak wewnętrznie nie mam potrzeby świecenia metka (a jedynie kupowania produktów o lepszej jakości bo już tez skończyłam z etapem kupowania szitu za grosze) to przecież to zajebiscie. A pomyśleć ze jeszcze z pół roku temu niemal chcialam siebie do tego zmusić myśląc że to mi jakieś inne braki wynagrodzi.

Odpowiedz
Eliza Wydrych Strzelecka 7 października, 2020 - 3:02 pm

Ja też sobie myśle, że w markach i w logo nie ma z założenia nic złego. To my nadajemy temu pozytywny, albo negatywny aspekt. Dla kogoś kto dużo pieniędzy, te wszystkie drogie rzeczy nie są wcale drogie. Są raczej normą. Nie musi to oznaczać, że te osoby kupując te rzeczy wciąż gonią za LOGO by poczuć się lepszym, bardziej wartościowym człowiekiem. Dziś nadal noszę niektóre markowe torebki i w ogóle nie czuję by były czymś nadzwyczajnym bo przestałam nadawać im znaczenie. To jest w głowie.

Odpowiedz
Ania 7 października, 2020 - 1:56 pm

Dzisiaj przeczytałam Twój wpis i decyduje się pójść na terapię. Historie mamy do siebie bardzo podobne. U mnie zakupoholizm doprowadził do wielu finansowych problemów. Nie wiem jakim cudem przyznałam się przed sobą i moimi bliskimi do problemu. Zawsze uważałam, że dam sobie radę. Od roku jestem “czysta” , ale chęć nieopanowanych niekontrolowanych zakupów wraca. Twój tekst sprawił, że odwlekana przeze mnie decyzja o terapii właśnie nabiera mocy sprawczej. Dziękuję. Życzę dużo dobrego

Odpowiedz
Eliza Wydrych Strzelecka 7 października, 2020 - 2:59 pm

Ania brawo, to jest wielka odwaga by zdecydować się na terapię. Trzymam kciuki z Ciebie i za Twoją nową drogę 🙂

Odpowiedz
Joanna 7 października, 2020 - 1:58 pm

Zawsze marzyłam o torebce Guessa. Tak jak piszesz logo. Niestety pułap cenowy był dla mnie za wysoki. Udało się się jednak kupić tą jedyną, wymarzoną torebkę w outlecie pod Mediolanem za 35€. Cena jak z bajki więc nawet chwili się nie zastanawiałam! I co? Po pół roku użytkowania wygląda gorzej niż podróbka zakupiona w Grecji. Pozdzierała się w każdym możliwym miejscu. Byłam wściekła ale zrozumiałam jedno, że nie jest warta swojej ceny i gdyby kupiła ją w regularnej cenie zawiodłabym się jeszcze bardziej.

Odpowiedz
Eliza Wydrych Strzelecka 7 października, 2020 - 2:58 pm

Wiele markowych rzeczy nie jest wartych swojej ceny. Też się o tym przekonałam ;P

Odpowiedz
Ania 7 października, 2020 - 2:03 pm

Mi najbardziej zapadła w pamięć ta torebka a’la reklamówka, nie moglam uwierzyć,że ktoś jest w stanie to kupić 😉

Odpowiedz
Eliza Wydrych Strzelecka 7 października, 2020 - 2:57 pm

i kosztowała 500zł! Dziś też nie potrafię zrozumieć tego zakupu

Odpowiedz
Ania 7 października, 2020 - 2:15 pm

Jesteś jedną z nielicznych blogerek które czytam od wielu lat, przeszłaś ogromną przemianę a Twoje czytelniczki razem z Tobą. Kiedyś imponowały mi Twoje ciuchy, dziś imponuje mi Twoja dojrzałośc i sposób w jaki zarządzasz swoim bieznesem! Myślę że czytelnicy są mocno zmęczeni tymi słupami reklamowymi i brakiem wyważenia tego wszystkiego. Bardzo Ci kibicuję i trzymam kciuki za powodzenie kolejnych inwestycji! Go Girl!

Odpowiedz
Eliza Wydrych Strzelecka 7 października, 2020 - 2:58 pm

Ania, wielkie dzięki za tyle ciepłych słów!

Odpowiedz
Gosia 7 października, 2020 - 3:01 pm

ja też wróciłam tu po jakimś czasie i jestem pozytywnie zbudowana zmianą, jaka zaszła w tym, co robisz. Sama co prawda nie poszłam na terapię, ale dla mnie impulsem do zmian było chyba przekroczenie czterdziestki. Zrewidowałam i dalej rewiduję wiele aspektów mojego życia, schematy, które mnie boleśnie uwierają i chyba przede wszystkim uczę się być dobra dla siebie samej.

Odpowiedz
Ania 7 października, 2020 - 9:59 pm

Ja myślę o terapii od dawna. Na razie tylko myślę i doszłam do wniosku, że to krok, który wymaga ogromnej odwagi… Jeszcze się zbieram, może się kiedyś zbiorę.

Poza tym muszę się dołączyć do zachwytów 😉. Czytałam Twojego bloga już 8 lat temu i zachwycałam się Twoją zaradnością i finansową pewnością siebie. Ciuchy mnie w sumie nie interesowały, raczej fenomen Twojego sukcesu blogowego. Teraz wróciłam po wielu latach i jestem zachwycona kierunkiem, w jakim poszłaś 😊. Czekałam też na okazję, żeby zapytać (raczej w ramach ‘zadaj mi pytanie’ na stories), czy nie planujesz napisać książki o swoim podejściu do biznesu i tworzenia, gdy oglosilaś, że taka książka powstaje. Bardzo się cieszę i czekam na premierę (nieśmiało sugeruję też przedsprzedaż 😉).

Odpowiedz
G 7 października, 2020 - 4:51 pm

Wychowywałam się na pozór w normalnej rodzinie, nigdy niczego nie brakowało, od małego wakacje zagraniczne, markowe ciuchy, Obozy językowe, narty, tenis, ale relacja rodzicow to jakiś koszmar-na zewnątrz wszystkim się wydawało ze jest tak cudnie, w domu był ogromny chłód między nimi, poniżanie itd. Jako dziecko marzyłam by oni się rozwiedli, tak ciężko było mi znieść ze oni najzwyczajniej w świecie się nie darzą jakimkolwiek uczuciem… wszystko zawsze było przeliczane na pieniądze i uważano ze skoro nic nam nie brakuje to o co kaman. Teraz zostali już sami w ogromnym domu i nienawidzę tam przyjeżdżać bo każde żyje swoim życiem i maja poczucie ze je zmarnowali. I te teksty w imię dzieci- by miały pełna rodzine.

Odpowiedz
Eliza Wydrych Strzelecka 8 października, 2020 - 9:59 am

I feel you… Sciskam!

Odpowiedz
Angie 7 października, 2020 - 5:21 pm

Super przemiana I naprawde lubie ciebie czytac I jestem pod ogromnym wrazeniem jak rozwinelas swoj business. Mieszkam za granica I ze wzgledu na prace mam stycznosc z majetnymi ludzmi…. I choc ja sama nie mam potrzeby noszenie drogich ubran, dochodze ostatnio do wniosku ze afiszowanie sie logo jest troche pasee, przynajmniej w moim odczucie… Zwlaszcza gdy stykam sie z ludzmi ktorych stac na prywatne odrzutowce a nosza skromne ubrania. Jeszcze raz gratuluje

Odpowiedz
Eliza Wydrych Strzelecka 8 października, 2020 - 9:58 am

Ja mysle, że w LOGO nie ma nic złego, to ludzie nadają temu znaczenie. To ludzie chcą przez to coś światu powiedzieć, za logiem się schować. A są też tacy, dla których to jeest po prostu ładna rzecz, która im się podoba. Kropka, nie ma w tym filozofii ani ukrytych znaczen. Myślę, żę warto o tym pamiętać, że jesteśmy bardzo różni

Odpowiedz
Ewelina 7 października, 2020 - 6:15 pm

Jestem w trakcie terapii, właściwie już na końcowce i choc sama pochodze z dysfunkcyjnej rodziny to nie zgadzam sie z Toba, ze kazda rodzina taka jest. To dosc mocne slowo. Powiedzialabym raczej, ze w kazdej popelnia sie bledy, ale najwazniejsze to miec ich swiadomosc i naprawiac je. Kwestie dysunkcyjnosci tez trzeba przepracowac, w innym przypadku nie bedziemy w stanie nigdy zalozyc wlasnej rodziny ze strachu by nie skrzywdzic swoich dzieci – ja wlasnie nad tym pracowalam na terapii w dalszej jej czesci gdy juz ogarnelam syf z dziecinstwa. Zycze Ci wszystkiego dobrego i dziekuje za Twoje psychologiczne teksty 🙂

Odpowiedz
Eliza Wydrych Strzelecka 8 października, 2020 - 9:57 am

No ale te błędy powodują dysfunkcje. Może określenie “dysfunkcyjna rodzina” brzmi bardzo poważnie i strasznie, kojarzy się z patologią. No ale to już czyjaś interpretacja. Dysfuncja jest wtedy kiedy np. rodzice się rozstają, albo kiedy się ciągle kłócą i ich relacja jest fatalna. To juz jest dysfunkcja, która bardzo wpływa na każdego członka rodziny.

Nie chcemy zgadzać się z tym, żę wychowywaliśmy się w dysfunkcyjnej rodzinie, bo to trudne. Działa mechanizm racjonalizacji, czyli mówimy – nieee, u mnie nie było tak źle, ok no może tata mnie raz na jakiś czas zlał, ale przecież zasłużyłem, rodzice ciągle się kłócili, mama płakała, ale to przeciez w każdej rodzinie są kłótnie. Mama nie miała dla nas czasu bo ciągle pracowała, czuliśmy sie samotni, no ale przecież musiała pracować by zarobić… Tak to sobie tłumaczymy, bo jest łatwiej. A prawda jest taka, że te sytuacje bardzo negatywnie na nas wpłynęły, ciągle mają znaczenie w naszym życiu

Odpowiedz
Alicja 17 października, 2020 - 12:15 am

Zastanawiam się nad tym samym…
Nie zgadzam się, że każda rodzina jest dysfunkcyjna. W każdej popełnia się błędy. Uważam, że stajemy się dorośli w momencie, gdy te błędy zidentyfikujemy i zrozumiemy.
Czy do tego zawsze potrzebna jest terapia?
Z jednej strony mówisz, że terapia jest wyborem lepszego życia, a z drugiej – porównujesz ją do leczenia zęba. Tymczasem leczenie zęba jest koniecznością – czy terapia także?
Wiadomo, że powtarzamy błędy, mamy wpisane pewne wzorce, nie jesteśmy idealni. Czy jeśli potrafimy sami siebie zrozumieć, samodzielnie nazwać te schematy i mimo wszystko czuć się szczęśliwi i prowadzić “normalne” życie, to nie wystarczy? A może bez terapii nie potrafimy tego wszystkiego?
Jestem bardzo ciekawa Twojego, Waszego zdania.
Bo moim zdaniem wiele osób potrafi samodzielnie świetnie poradzić sobie z własną psychiką. A ideały nie istnieją.
Nie neguję przy tym terapii, uważam, że to dobre rozwiązanie dla tych, którzy czują taką potrzebę i absolutnie nie postrzegam takich osób w kategoriach “słabszych”.

Odpowiedz
Eliza Wydrych Strzelecka 19 października, 2020 - 2:08 pm

Leczenie zęba jest koniecznością w momencie kiedy sytuacja jest już naprawdę bardzo zła. Przecież wiele osób bagatelizuje próchnicę i nic z tym nie robi… do czasu, aż sytuacja zmusi ich wizyty u specjalisty. Są ludzie, którzy mają tak mocne zęby, że byli u stomatologa raz, dwa razy w życiu. Bo dbają o nie sami. Bo zostali tego nauczeni, bo rodzice przykładali do tego wagę, oswajali (ale nie zmuszali i nie karali). Są też tacy, którzy nie dbają o zeby w ogóle, nie myją, jedzą ogrom słodyczy, u nich ten proces jest szybszy i w pewnym momencie sytuacja możę być naprawdę zła.

Mam poczucie ze z terapią jest tak samo. Do pewnego momentu, nie jest potrzebna, ani nawet konieczna. W wielu przypadkach nigdy nie będzie, bo ludzie dbają o zdrowie psychiczne, mają kontakt ze sobą i potrafią się zatrzymać, dać sobie to czego akurat potrzebują. Są tacy, którzy nie zostali nauczeni bliskości ze sobą, rozpoznawania, nazywania emocji. Oni będą bagatelizować sygnały z ciała, z głowy. Sytuacja z ich zdrowiem psychicznym będzie się pogarszać

Są też takie sytacje, kiedy dzieje się źle, ale my tego w ogóle nie widzimy. Nie mamy świadomości, że naszym zachowaniem rządzą schematy, przekonania, mądrości zasłyszane w dzieciństwie. Nikt nam tego nigdy nie powiedział, że wiele rzeczy jakie usłyszeliśmy to tylko czyichś punkt widzenia, nie musimy się z tym zgadzać. Dopiero specjalista może nam zwrócić na to uwagę. Rozjaśnić te nieuświadomione tematy. No i tu powstaje pytanie… czy my w ogóle chcemy wiedzieć? Nie musimy, możemy 🙂

Rozumiem, że słowo “dysfunkcja” brzmi źle, negatywnie, może nawet patologicznie. Moze właśnie o to chodzi, że nie jesteśmy oswojeni z tym słowem. Dla mnie ono jest zupełnie normalne, jestem świadoma tych dysfunkcji. Widze w sobie je (np. lęk przed bliskością, a do niedawna nieumiejętność stawiania ludziom granic). One nie wzięły się z nikąd, przyczyną są dysfunkcje w rodzinie, nie zostałam tego nauczona, albo jakieś doświadczenia zrodziły we mnie lęk.

Moj blog/instagram i w ogóle moja działalność jako psychologa, ma za zadanie oswajać ludzi z tym tematem. Pokazywać, że hej… każdego nas to dotyczy. Każdy nas ma do posprzątania po swoim dzieciństwie… i to nie jest zła rzecz. To jest cudowne, że możemy wciąż sprawy w swoje ręce i odzyskać wolność

Swietnie napisałaś, ludzie którzy chodzą na terapie nie są słabsi. Oni są niesamowicie silni i jest w nich potężna odwaga. Nic tylko szacun 🙂

Odpowiedz
Alicja 29 października, 2020 - 6:14 pm

Bardzo dziękuję za odpowiedź, jest niezwykle cenna, odpowiada na wątpliwości moje i pewnie wielu osób. Dodatkowo włożyłaś w nią, jak we wszystko sporo pracy, bardzo to doceniam!
Tak rozwinięta analogia do leczenia zęba przekonuje mnie (chociaż nadal twierdzę, że jednak próchnicę ma każdy i każdy chociaż raz w życiu trafia z nią do dentysty, a z psychoterapią, jak sama zauważyłaś, nie musi tak być;)).
Naprawdę robisz świetną robotę w kwestii uświadamiania, gratuluję i dziękuję!
Najlepszym przykładem właśnie owa dysfunkcja: potocznie to bardzo negatywnie nacechowane słowo, tymczasem w psychologii to po prostu pewne pojęcie.
Pozdrawiam serdecznie!

Tro 7 października, 2020 - 9:50 pm

Ze wszystkim się zgadzam , ale zastanawia mnie tez fakt – czy to nie jest tak , że te rzeczy są po prostu dobrej jakości ? Mam jedną torebkę od MK i mam … tylko jedną torebkę w ogóle 🙂 . Mam ją 8 lat i jest nadal ok . Teraz chcę kupić coś innego . Rośnie solidnego , ale tańszego . Gdzie szukać takich rzeczy ? Nie mam pojęcia jaką torebkę kupić , żeby było tanio i dobrze . Może znasz takie firmy :)????

Odpowiedz
Eliza Wydrych Strzelecka 8 października, 2020 - 9:53 am

No właśnie i tak i nie. Są faktycznie rzeczy super jakości, np dobrej jakości skóra/ materiał, naprawdę wart ceny. Są też takie produkty od luksusowych marek, które jakościowo są marne.

Odpowiedz
Karolina 8 października, 2020 - 11:07 am

Ech, pamiętam te czasy, te listy torebek na stanie, z cenami zakupu:)) juz wtedy pisałam, ze to puste, głupie i w złym guście, no ale zawsze byłam za to hejtowana.. i prosze, do czego doszło:))

Odpowiedz
Eliza Wydrych Strzelecka 8 października, 2020 - 1:15 pm

Ja nie uważam, że to było puste lub głupie. W ogóle nie oceniam ludzkich zachowań w ten sposób. Każdym kieruje jakiś motyw, przekonanie. Ja miałam takie i nie uważam by to było głupie. Kupowanie luksusowych rzeczy było też inwestycją w mój wizerunek i to się zwracało w postaci kampanii reklamowych marek, które chciały się pojawiać w towarzystwie luksusowych firm. To była też inwestycja, bo te wszystkie rzeczy sprzedawałam z zyskiem.

No i umówmy się to był blog o modzie. DOmy mody, projektanci to coś czym ja się wtedy interesowałam i to było tutaj widoczne. Ceny torebek były wyszukiwane w google i wciąż jest mnóstwo wejść na te wpisy. Ludzi to interesuje i chcą kupować te rzeczy. Mój blog był też miejscem z takimi informacjami.

Troche mnie to bawi, że teraz przychodzą tu ludzie i chcą mi powiedzieć, że oni już wtedy wiedzieli, że to była głupota. A dla mnie wtedy to była super przygoda i dużo mi to dało. Z perspektywy czasu potrafie zobaczyć, że torebki, logo marek coś mi rekompensowało, ale absolutnie niczego nie żałuje i nie cofnęłabym czasu by to zmienić. Potrzebowałam tego doświadczenia, dużo z tego czerpałam i dzięki temu jestem tu gdzie jestem.

Odpowiedz
Agnieszka 8 października, 2020 - 11:14 am

Dobrze że jesteś na Instagramie i że piszesz takie artykuły na bloga. Oglądając Ciebie jak opowiadasz o tym z czym się zmagasz, o utartych schematach z którymi się nie zgadzasz (grafiki na insta) zaczęłam sama brać pod lupę swoje życie. Nie chodzę na terapię ale pracuje nad sobą ciężko. Jak zaczęłam to materiały w internecie same na mnie wpadają. Zainwestowałam w notatnik i wieczne pióro. Gdy dzieci zasną siadam, myślę i pisze. Wiem że to działa bo jeszcze pół roku miałam bóle głowy które nazywałam migreną. Dziś wiem, że to był ból związany z przepracowanym materiałem i ten ból potrafi się nadal pojawić ale jest bardziej do zniesienia i trwa chwilkę. Dzieją się wokół mnie dziwne rzeczy. Ja pracuję i wszystko wokół pracuje. Dziękuję że jesteś i dziękuję że dajesz przykład że można. Ludzie często nie wiedzą że można coś w sobie zmienić.

Odpowiedz
P 10 października, 2020 - 12:58 pm

Elizo czy myslisz ze mozna w jakis sposob, polsrodkiem sprobowac poukladac sobie pewne sprawy samodzielniez pomica np. wartosciowego poradnikaalbo pomocnej literatury w tym zakresie? Masz doswiadczenie i czy cos bys polecila. Mysle o sytuacji ze z jakiegos powodu nie jestesmy w stanie udac sie na terapie i zdajemy sobie sprawe z problemow z dziecinstwa czy jestesmy swoadomi dysfunkcji swoich rodzin.. czy jest szansa ogarnac to samemu…. mimo iz uwazam ze kontakt i pomoc specjalisty bylaby najlepsza opcją…

Odpowiedz
Eliza Wydrych Strzelecka 13 października, 2020 - 11:09 am

Teoria nurtu psychodynamicznego mówi, że nie mamy możliwości sami dotrzeć do nieuświadomionych treści. Wyparliśmy je nie bez powodu. Bez pomocy specjalisty ciężko to zrobić. Właściwie jest to niemożliwe.

Samemu naotmiast możemy sobie pomóc, ale na tym świadomym poziomie. Możemy poprawić jakośc życia. Pomocne będą książki rozwojowe, warsztaty, kursy itd

Odpowiedz
Radownisia 10 października, 2020 - 8:17 pm

Czytałam niczym o Cruelli De Ville! Słowa schowane do przegródki w sercu. Oby tam zostały na zawsze, dziękuję za nie <3

Odpowiedz
Eliza Wydrych Strzelecka 13 października, 2020 - 11:07 am

Ciekawe, że akurat z nią Ci się skojarzyło. U niej to było po trupach do celu… dosłownie 🙂

Odpowiedz
Magdalena 12 października, 2020 - 12:04 pm

Jak dla mnie CC już jest tak wymęczony podróbkami, że nie ma co się tak podniecać. Te wzory już są tak wymęczone, że nie mogę patrzeć.

Odpowiedz
Eliza Wydrych Strzelecka 13 października, 2020 - 11:06 am

Ty nie możesz patrzeć, miliony ludzi na całym świecie uwielbiają 🙂

Odpowiedz
Arek 13 października, 2020 - 6:40 pm

Dokładnie tak jak Pani pamiętam to uczucie, kiedy po raz pierwszy kupiłem sobie drobiazg z marki “premium”. Myślę, że wielu czytelników utożsamia się z tym wpisem co widać po komentarzach. Dziękuję za ten artykuł.

Odpowiedz
amelia 19 października, 2020 - 1:00 pm

Ciekawy wpis
Dzięki, będę odwiedzać:)

Odpowiedz
Emilia 23 października, 2020 - 1:12 pm

Kiedy czytam takie rzeczy, jest mi strasznie, strasznie smutno, jak wiele osób ma problemy z poczuciem własnej wartości i zrozumieniem… siebie. No i tego, że mieć, nie znaczy być… Bardzo się cieszę, że udało Ci się tego wyjść, bo walka na pewno była trudna. Szczęścia!

Odpowiedz

Dodaj komentarz